Tomasz Wesołowski
całkiem subiektywnie:



pozostałe felietony :: strona główna

Ślepe podporządkowanie


lipiec 2007

Chylę czoła przed osobami politycznie niezależnymi, nie mającymi nic do ukrycia, nie zabiegającymi o popularność i stanowisko- takimi jak na przykład Teresa Szaflik, pełniąca obowiązki dyrektora Miejskiego Domu Kultury i Radia Piekary. Cieszy mnie radio wolne od politykierstwa i obłudy. Jedyne co mnie martwi to fakt, że to tylko iluzja.

Dziś nikt już nie dba nawet o pozory. Ostatni numer Głosu Piekarskiego to krucjata polityczna. W imię ataku na moją osobą autor (anonimowy zresztą) pomija podstawowe fakty, manipuluje tekstem tak jak mu wygodnie tylko po to, żeby postawić mnie w złym świetle. Czysty obiektywizm.

Stawianie pytań o publiczne pieniądze i sposób ich wydawania jest niewygodne. Domaganie się odpowiedzi na pytanie dlaczego Radio Piekary zapłaciło 100 000 zł zamiast 30 000 zł i szukanie winnego to gra polityczna. Szukanie rozwiązań, żeby miejskie instytucje nie traciły w trakcie rozliczeń między sobą kwoty podatku są niepotrzebne. Prośba o dostarczenie dokumentów dotyczących wydawania publicznych pieniędzy, o które radni proszą od dłuższego już czasu, to wykradanie informacji handlowych. Bo zdaniem pani dyrektor wszystko powinno być zastrzeżone, ukryte i tajne. Bo jak ludzie znają fakty, to mogą zacząć zadawać pytania.

Ani Głos, ani Radio Piekary nie poruszają tematów trudnych, z którymi przychodzą do mnie mieszkańcy. Sesję Rady Miasta (organu uchwałodawczego) komentuje zawsze prezydent miasta (organ wykonawczy). Czasami uda się wypowiedzieć przewodniczącemu Rady, ale dla pozostałych radnych, a już z pewnością dla opozycyjnych jest to medium zamknięte. Bo po co nam pluralizm poglądów? Czysty obiektywizm, tyle, że kontrolowany.

Teresa Szaflik nie chce tego przyznać, ale toczy grę polityczną. Było to wyraźnie widoczne w okresie kampanii wyborczej, kiedy zarzuciła mi (Głos Piekarski nr 16), że cała moja działalność to animacja polityczna, arogancja i krytykanctwo. Jako dziecko puszczałem bąki w pampersy i marzę o tym, żeby zostać kimś więcej niż tylko inżynierem, bo pracą nauczyciela akademickiego ciężko zaistnieć, a droga do Nobla daleka.

Aktualna postawa kierowanych przez panią dyrektor mediów to kontynuacja tej postawy. To zasłona, która ma ukryć niekompetencję dyrektora, który jak sam powiedział nie miał czasu zajmować się negocjacjami finansowymi. Niekompetencję dyrektora, który choć nie ma do tego wymaganych kwalifikacji pełni stanowisko z przyczyn politycznych. Całkowite podporządkowanie mediów władzy gwarantuje przedłużenie kadencji. Lepszą gwarancją byłoby być może skończenie studiów, które pani dyrektor podjęła, ale których już nie kontynuuje. Okazuje się, bowiem, że polityczna poprawność jest łatwiejsza. Dzięki niej konkursy na stanowisko dyrektora, jakie odbywają się w miejskich placówkach omijają MDK... I wyższe wymagania stawiamy dyrektorowi młodzieżowego domu kultury niż największej placówce kulturalnej w mieście.

Dlatego nie mogę już słuchać tych pustych zapewnień o niezależności, bezstronności i wolności od polityki. W naszym mieście polityka (niestety) jest wszędzie. I niemal każde wydarzenie od teatrzyku w przedszkolu, poprzez imprezy sportowe, aż do debat radnych w poszukiwaniu optymalnych rozwiązań mają oddźwięk polityczny.

I ilu panom służy Wesołowski? Niejednemu... choć może nie jest to najtrafniejsze sformułowanie. Mam wiele obowiązków w pracy zawodowej, naukowej oraz w mojej pracy w samorządzie. Mam też swoje pasje i zamiłowania. Mam rodzinę. W każdym przypadku staram się dawać z siebie wszystko. Także wobec moich wyborców (a jest ich wielu) i to oni rozliczą mnie pod koniec kadencji. Mimo wszystko potrafię sobie wyobrazić, że ktoś ślepo podporządkowany jednej osobie nie potrafi tego zrozumieć...


Ślepe podporządkowanie
Jestem populistą
Niepotrzebna afera
Skostniały system
Zmienić świat
Traktowanie przedmiotowe
Futuryzm czy szaleństwo?
Wszystko jasne
Piłka w grze
Odcinanie kuponów
Gdzie ci ludzie?
Mieszanka wybuchowa
Propaganda sukcesu
Świąteczna atmosfera
Żądam konsekwencji

powrót :: strona główna

Ślepe podporządkowanie


lipiec 2007

Chylę czoła przed osobami politycznie niezależnymi, nie mającymi nic do ukrycia, nie zabiegającymi o popularność i stanowisko- takimi jak na przykład Teresa Szaflik, pełniąca obowiązki dyrektora Miejskiego Domu Kultury i Radia Piekary. Cieszy mnie radio wolne od politykierstwa i obłudy. Jedyne co mnie martwi to fakt, że to tylko iluzja.

Dziś nikt już nie dba nawet o pozory. Ostatni numer Głosu Piekarskiego to krucjata polityczna. W imię ataku na moją osobą autor (anonimowy zresztą) pomija podstawowe fakty, manipuluje tekstem tak jak mu wygodnie tylko po to, żeby postawić mnie w złym świetle. Czysty obiektywizm.

Stawianie pytań o publiczne pieniądze i sposób ich wydawania jest niewygodne. Domaganie się odpowiedzi na pytanie dlaczego Radio Piekary zapłaciło 100 000 zł zamiast 30 000 zł i szukanie winnego to gra polityczna. Szukanie rozwiązań, żeby miejskie instytucje nie traciły w trakcie rozliczeń między sobą kwoty podatku są niepotrzebne. Prośba o dostarczenie dokumentów dotyczących wydawania publicznych pieniędzy, o które radni proszą od dłuższego już czasu, to wykradanie informacji handlowych. Bo zdaniem pani dyrektor wszystko powinno być zastrzeżone, ukryte i tajne. Bo jak ludzie znają fakty, to mogą zacząć zadawać pytania.

Ani Głos, ani Radio Piekary nie poruszają tematów trudnych, z którymi przychodzą do mnie mieszkańcy. Sesję Rady Miasta (organu uchwałodawczego) komentuje zawsze prezydent miasta (organ wykonawczy). Czasami uda się wypowiedzieć przewodniczącemu Rady, ale dla pozostałych radnych, a już z pewnością dla opozycyjnych jest to medium zamknięte. Bo po co nam pluralizm poglądów? Czysty obiektywizm, tyle, że kontrolowany.

Teresa Szaflik nie chce tego przyznać, ale toczy grę polityczną. Było to wyraźnie widoczne w okresie kampanii wyborczej, kiedy zarzuciła mi (Głos Piekarski nr 16), że cała moja działalność to animacja polityczna, arogancja i krytykanctwo. Jako dziecko puszczałem bąki w pampersy i marzę o tym, żeby zostać kimś więcej niż tylko inżynierem, bo pracą nauczyciela akademickiego ciężko zaistnieć, a droga do Nobla daleka.

Aktualna postawa kierowanych przez panią dyrektor mediów to kontynuacja tej postawy. To zasłona, która ma ukryć niekompetencję dyrektora, który jak sam powiedział nie miał czasu zajmować się negocjacjami finansowymi. Niekompetencję dyrektora, który choć nie ma do tego wymaganych kwalifikacji pełni stanowisko z przyczyn politycznych. Całkowite podporządkowanie mediów władzy gwarantuje przedłużenie kadencji. Lepszą gwarancją byłoby być może skończenie studiów, które pani dyrektor podjęła, ale których już nie kontynuuje. Okazuje się, bowiem, że polityczna poprawność jest łatwiejsza. Dzięki niej konkursy na stanowisko dyrektora, jakie odbywają się w miejskich placówkach omijają MDK... I wyższe wymagania stawiamy dyrektorowi młodzieżowego domu kultury niż największej placówce kulturalnej w mieście.

Dlatego nie mogę już słuchać tych pustych zapewnień o niezależności, bezstronności i wolności od polityki. W naszym mieście polityka (niestety) jest wszędzie. I niemal każde wydarzenie od teatrzyku w przedszkolu, poprzez imprezy sportowe, aż do debat radnych w poszukiwaniu optymalnych rozwiązań mają oddźwięk polityczny.

I ilu panom służy Wesołowski? Niejednemu... choć może nie jest to najtrafniejsze sformułowanie. Mam wiele obowiązków w pracy zawodowej, naukowej oraz w mojej pracy w samorządzie. Mam też swoje pasje i zamiłowania. Mam rodzinę. W każdym przypadku staram się dawać z siebie wszystko. Także wobec moich wyborców (a jest ich wielu) i to oni rozliczą mnie pod koniec kadencji. Mimo wszystko potrafię sobie wyobrazić, że ktoś ślepo podporządkowany jednej osobie nie potrafi tego zrozumieć...

powrót :: strona główna

Jestem populistą


kwiecień 2007

Wpadłem w pułapkę. Zatrzasnęła się za mną z wielkim hukiem. Właściwie nie wiadomo co robić. Tak źle i tak niedobrze. Może najlepiej będzie się po prostu przyznać? Dłużej nie mogę tego ukrywać.

Jestem populistą. Wszystko co robię – robię dla poklasku. Dla głosów wyborczych. Żaden inny cel mi nie przyświeca. Już usłyszałem takie zarzuty. Dlaczego? Bo spotykam się z mieszkańcami, reaguję na sygnały, jakie od nich dostaję, zabieram głos w ich imieniu. Bo prowadzę bloga, odbieram e-maile i telefony, bo stawiam niewygodne pytania. Bo zanim podejmę decyzję chcę wszystkich informacji, wglądu w dokumenty i analizy.

Chyba źle zrozumiałem rolę radnego. Myślałem, że będziemy reprezentować mieszkańców, dyskutować, spierać się i w ten sposób szukać najlepszych rozwiązań. Myślałem, że stawiając pytania zmuszam do zastanowienia się nad problemem. Myślałem, że w ten sposób pracuję dla dobra miasta.

Nie. Nic bardziej mylnego. Wcale nie chodzi o przysłowiową „burzę mózgów”. Poznanie poglądów zainteresowanych. Ich przedstawianie to populizm. W pracy radnego chodzi o głosowanie. Ręka w górę, ręka w dół. Uchwała nr 1, uchwała nr 2... Jakoś to leci. Byle była cisza i spokój. Drażliwych tematów lepiej unikać. Prawdziwa polityka. A w całej dyskusji zawsze chodzi o przekonanie radnych do tego, że przedstawiony projekt jest najlepszy z możliwych i trzeba go przegłosować. Bez zmian, bez uwag, bez poprawek.

Źle się czuję w roli maszynki do głosowania. Mam swoje zdanie, swoje poglądy. Rozmawiam z ludźmi i próbuję ich reprezentować. Ale to populizm. Więc jestem w pułapce. Bez wyjścia. Bo radny, który siedzi cicho to radny, który nic nie robi – tylko bierze kasę. A radny, który coś robi jest populistą.





Populizm:

Populizm to zachowanie polityczne polegające na głoszeniu tych poglądów, które są aktualnie najbardziej popularne w danej grupie społecznej, w celu łatwego zdobycia popularności, bez analizowania sensu tych poglądów oraz zastanawiania się nad realnymi możliwościami i rzeczywistymi skutkami wprowadzenia głoszonych poglądów w czyn. Często populizm przybiera formę schlebiania masom poprzez krytykowanie ekipy rządzącej.

W debacie politycznej "populizm" jest często używanym epitetem mającym zdyskredytować poglądy i działania przeciwników politycznych, stąd w zależności od poglądów i sympatii jako "populistyczne" mogą być zakwalifikowane różne, często zupełnie odmienne poglądy i ugrupowania.

Źródło: "http://pl.wikipedia.org/wiki/Populizm"

powrót :: strona główna

Niepotrzebna afera


marzec 2007

Afera wybuchła niespodziewanie. Ot, przy okazji programu restrukturyzacji piekarskiej oświaty. Bo nagle okazało się, że rodzicom nie podoba się likwidacja przedszkola. Bo duże, parterowe, ładne i jeszcze stoi na środku osiedla i daleko nie trzeba chodzić. A poza likwidacją mieszkańcom nie podoba się to, że dowiedzieli się o tym z prasy. I to, że prezydent nie znalazł czasu, żeby z nimi porozmawiać. Rodzicom nie podoba się fakt, że ekonomia wygrywa z dobrem ich dzieci. I jeszcze nie podoba im się fakt, że z ich zdaniem nikt się nie liczy. I nie podoba im się jeszcze wiele innych rzeczy. Większość z nich została dosłownie wykrzyczana na spotkaniu w przedszkolu.

Mnie nie podoba się natomiast coś zupełnie innego. Taki drobny fakt, że spędziłem trzy dni w Urzędzie Miasta w poszukiwaniu materiałów, informacji i dokumentów, które potwierdzałyby konieczność zamknięcia tego właśnie przedszkola. Szukałem konkretów. Analiz, wyliczeń, ekspertyz. I nie znalazłem.

Nie podoba mi się fakt, że nieobecność wiceprezydenta Zająca powoduje, że nikt w urzędzie nie wie, gdzie i jakich dokumentów szukać. Bo przecież jakieś na pewno są. Słowem - nie podoba mi się organizacja z jaką się zderzyłem.

Są natomiast rzeczy, które spodobały mi się od razu. Na przykład postawa rodziców. Bo zamiast płakać i załamywać ręce wzięli się do pracy. Zorganizowali spotkania, rozpoczęli poszukiwania sponsorów oraz zabrali się za przygotowanie konkretnej dokumentacji i kosztorysu remontu. Część prac są gotowi wykonać sami. Wiedzą, że można starać się o dofinansowanie w ramach programu niskiej emisji. Słowem - wzięli sprawy w swoje ręce. Mam wrażenie, że gdyby równie solidnie do swojej pracy przyłożyli się urzędnicy - nie byłoby całej sprawy.

Widzę to tak. Zamiast bawić się w omijanie tematu i zacieranie wydźwięku słowa "likwidacja" używając słów "reorganizacja" i "intencyjność" uchwały, należało po prostu solidnie przygotować się do tematu. Przeprowadzić wizytację obiektów, analizy potrzeb remontowych i ich kosztów, przeprowadzić konsultacje z dyrektorami placówek oraz rodzicami dzieci. Przygotować rzetelną dokumentację i na jej podstawie przygotować plan działania. Informacje wraz z planem przedstawić radnym, mieszkańcom i dziennikarzom. Ot, cala filozofia. Ale jak się zaczęło od dupy strony to potem trzeba się zmagać z trudnościami.

powrót :: strona główna

Skostniały system


luty 2007

Na początku człowiek chce zmieniać świat. Później własny kraj. Potem przynajmniej własne miasto. I kiedy wreszcie wydaje się, że jest na to szansa, bo człowiek dostał do ręki odpowiedni instrumenty - w miejscu osadzają go inni ludzie. I system. A potem pada hasło - że trzeba się przystosować. I wtedy idea zmiany czegokolwiek zmienia się w wegetację dla bliżej nieokreślonego celu. No, może dla pieniędzy lub prestiżu. Niektórych to kręci.

Pierwsze sesje Rady Miasta za nami. Nie wszystko jest jeszcze dla mnie jasne i zrozumiałe. To dla mnie pewna nowość i dopiero muszę się nauczyć poruszać na nowym gruncie. Inni potrafią szybciej się dostosować. Chociaż jeszcze nic się nie wydarzyło i nie pojawiły się żadne punkty sporne mój kolega z listy Wspólnie dla Piekar przemeldował się do grupy prezydenta. W imię dobrej współpracy. Nie bardzo rozumiem. To ja będąc w klubie Wspólnie dla Piekar nie mogę współpracować? Chyba tracę ostrość myślenia bo zawiłości politycznych rozgrywek są dla mnie niezrozumiałe. Zdawało się, że polityka była w kampanii wyborczej, a teraz należałoby się zabrać do pracy...

Młody jestem i niedoświadczony, więc mam masę pytań. Na przykład takich: dlaczego radni nie dostają danych przed sesją, aby mogli się z nimi zapoznać? Statystyka, liczby i dane porównawcze są kompletnie niezrozumiałe i niemożliwe do zapamiętania, kiedy ktoś czyta je z mównicy. Zwłaszcza kiedy osoba ta sama się w tym pogubiła. Odpowiedzi na to pytanie nie dostałem - poza tym, że prezydent wspomniał, że młody jestem i muszę nabyć doświadczenia poznając procedury od dawna wypracowane. Może i są wypracowane, ale złe i nie działają.
Praca nad budżetem nie jest łatwa, kiedy projekt otrzymujemy dopiero na komisji. To niby kiedy mamy się z nim zapoznać? A jak się nie zapoznaliśmy to jak mamy o nim dyskutować? Zapowiadane są jedne zmiany, a wprowadzane inne. Brakuje szczegółów. Być może ktoś z doświadczeniem potrafi się w tym połapać, ale ja potrzebuję konkretów.

Być może można posiedzieć na komisji gapiąc się w sufit. Pewnie można przegłosować uchwały nie znając ich treści. Problem w tym, że ja wolałbym wiedzieć co jest grane. Bo tylko wtedy będę mógł z czystym sumieniem powiedzieć, że zrobiłem, albo przynajmniej próbowałem zrobić coś dla miasta.

powrót :: strona główna

Zmienić świat


październik 2006

Jestem młody i głupi. Wciąż wydaje mi się, że można porwać się z motyką na słońce i zwyciężyć. Myślę, że można wyjść z domu i podbić świat, a odbijam się od ściany już na własnym podwórku. Zawsze myślałem, że chodzi o to, żeby zmieniać świat. Na lepsze. Prawie każdy tak myśli jak jest młody. Tylko, że później życie weryfikuje te pragnienia, a my niepostrzeżenie zajmujemy się czymś zupełnie innym. A świat, który mieliśmy zmienić - zostaje wciąż taki sam.

Wspaniała IV Rzeczypospolita runęła na oczach całego kraju, kiedy "kryształowa" posłanka Beger ujawniła światu sekretne taśmy. Bo nagle okazało się, że ludzie, którzy mieli wszystko naprawić - zostawili wszystko po staremu i dopasowali do swoich potrzeb. I mamy powody do dumy! Tak słyszałem od premiera. Co prawda tylko w telewizji, bo nie spotkaliśmy się osobiście i nie miał przyjemności mnie gościć, ale wyrobiłem sobie zdanie na ten temat. Jak dla mnie temat jest zamknięty. Rest in PiS... Dziennikarze, w poszukiwaniu sensacji rozdmuchali temat. To, co? Nie wiedzieli, że to normalna praktyka polityczna? Handel wymienny. Coś za coś. Oczywiście, że wiedzieli. Oczywiście, że wszyscy tak robią. Ale tym razem znaleźli się frajerzy, którzy dali się nagrać. A taśma w połączeniu z ideą, którą chłopcy niosą na ustach obnażyła fałsz naszych elit.

Ku chwale ojczyzny i dla lepszego jutra wprowadziliśmy nową maturę. Tylko, że wyniki nie spodobały się ministrowi G. to wprowadził amnestię. Bo uczniowie nie zdążyli się nauczyć. Te same wyniki we Francji i skandal - bo wyszło za dobrze. W Polsce - za słabo. U nich dyskusja na temat spadku prestiżu oraz znaczenia matury, a co za tym idzie konieczności układania trudniejszych pytań, a u nas amnestia. Cóż... dobrym uczniom specjalnie to nie pomogło, bo ci przecież zdali. Za to pomogło tym słabszym, którym specjalnie do książek zaglądać się nie chciało. Bo zaliczenie na maturze języka polskiego to przecież nie wysłanie promu kosmicznego na orbitę. Ale co tam. Matura, studia, wykształcenie. Na co to komu? Jak się uda, to w kraju i bez niego dostanie się dobre, nawet kierownicze stanowisko, a jak nie to w Anglii na zmywaku nie pytają o dyplom.

Pijana dwudziestotrzylatka i jej pięćdziesięcioletni konkubent zapominają o swoich dzieciakach. Wódka się leje i jest fajnie. Jakaś kłótnia. Dzieci dadzą sobie radę. Mają w końcu te trzy i pięć lat. No to się bawią na ulicy. Czteromiesięcznym chłopcem zajęli się sąsiedzi. I o co ten krzyk? Przecież dusza człowiek - oni od razu wiedzieli, że pomoże i się zajmie. I po co było wzywać policję? A to wszystko w naszych katolickim, rodzinnym kraju...

Jasne. Nie trzeba o tym pisać. Nie musimy przejmować się rzeczami, które nas nie dotyczą. Możemy zamknąć oczy i udawać, że nic się nie stało. Nie ma problemów. Po co jeszcze wyciągać to na światło dzienne. Zajmijmy się czymś przyjemnym. Pogoda jak na przełom września i października - bardzo ładna.

Cholera, nie potrafię. No przykro mi, ale w obliczu tego co się dzieje, nie potrafię ciemnoty wciskać do głowy. Są rzeczy, które mnie elektryzują i wzbudzają emocje, nad którymi nie potrafię zapanować. Są rzeczy, nad którymi nie potrafię przejść do porządku dziennego. Mieszkania sprzedane z rodzinami, zamordowany noworodek, topiący się dzieciak, któremu nikt nie chce pomóc, pijani rodzice, którzy zapominają o czteromiesięcznym szkrabie... Mowa jest srebrem a milczenie złotem. Nie zawsze. Bo w tym przypadku milczenie oznacza akceptację. I przyzwolenie. A ja się nie zgadzam. Bo jak widzę na ulicy dwóch gości lejących mniejszego i słabszego od siebie to też nie przemykam drugą stroną ulicy. Bo zwykła przyzwoitość wymaga dostrzeżenia problemu. Dlatego będę pisał. I krzyczał. I krytykował. Bo jestem jeszcze młody. Bo jeszcze mi się chce. I mam nadzieję, że uda mi się jeszcze kogoś tym porwać.

powrót :: strona główna

Traktowanie przedmiotowe


wrzesień 2006

Wszyscy mają nas w dupie. Nas czyli mieszkańców. Nas, czyli po prostu zwykłych ludzi. Każdy, kto ma choć odrobinę władzy, wykorzysta ją, aby coś wywalczyć... dla siebie. Takie szaraki jak ja czy Czytelnicy Przeglądu nie mają nic do powiedzenia. No, na Turzańskiego to już trzeba uważać, bo ten może nabroić. Napisze coś niepokornego i jeszcze zaszkodzi podczas wyborów. Bo wybory to jedyny czas, kiedy władza sobie o nas przypomina. O nas - czyli o mieszkańcach. Mieszkańcach czyli wyborcach. I zaczyna się to całe przymilanie, głaskanie po główkach i udawanie najlepszych przyjaciół. A jak już oddamy głos, to nagle wszyscy o nas zapomną. Przynajmniej na cztery lata. Bo człowiek to towar, który można kupić. Podobnie jak z samochodem. Wszystko pięknie przed zakupem. A jak się potem spieprzy i stoi w warsztacie, to sprzedawca wzrusza ramionami: ten typ tak ma.

Minęły cztery lata, to można pokusić się o podsumowanie. Ilu jest radnych, którzy przez cztery lata nie otworzyli ust ani razu? Nie powiem. Uchylę tylko rąbka tajemnicy: są tacy! A jak znam życie w kampanii wyborczej, która wybuchnie lada dzień, będą nam wciskać ciemnotę ileż to oni nie zrobili dla miasta i jakie mają plany. Z tych planów to się trzeba potem rozliczyć.

Sukces ma wielu ojców - porażka jest sierotą. Świętujemy sukces Radia Piekary. Wspaniale, ale gdzie są ludzie, którzy na ten sukces pracowali dziesięć lat temu? Czy ktoś wspomina tych, którzy odwalili czarną robotę, rzucili się na głęboką wodę, chociaż nie było wiadomo czy się uda? Nie. Dziś śmietankę spijają inni. Człowiek jest jak przedmiot. Można go odsunąć w cień albo wyrzucić. Albo wyrzucić i zapomnieć. Nie mam pojęcia, kto harował na to, żeby radio mogło zaistnieć i co ci ludzie dziś robią. Nie powtórzę plotek, które słyszałem... Bo nie są miłe.

Każdy patrzy na siebie. Jesteśmy egoistami. Ja też. Z tą drobną różnicą, że nie wyżywam się na studentach, z którymi mam zajęcia. Bo to też ludzie. Nie załapali tego drobnego faktu ochroniarze na koncercie Kombii i siłą usunęli dziennikarzy spod sceny. Aż miło o tym posłuchać. Osobiście żałuję, że mnie tam nie było. Jaką władzę ma ochroniarz? Żadną. A jednak wystarczy, żeby uwolnić naszą drugą, złą naturę.

Lokalna kotłownia na osiedlu Powstańców miała uratować sytuację na rynku ciepłowniczym. Na razie to sytuację ratuje Enmag-Eg, bo gdyby wyłączył ciepło zgodnie z planem, to przez kilka dni mieszkańcy kąpaliby się w zimnej wodzie, podobnie jak górnicy na kopalni, z tą tylko różnicą, że nie przez kilka dni, a tydzień, dwa, a może trzy. Bo ktoś mimo zapewnień nie wyrobił się z inwestycją. I co, może nie potraktowano tu ludzi przedmiotowo dla własnych ambicji czy celów politycznych?

Są rzeczy, o których nikt nie chce mówić, a trzeba je nazywać po imieniu. Sprzedanie mieszkań z lokatorami to po prostu skurwysyństwo. I ktoś zaprotestował? Nikt. Poza mieszkańcami, których delikatnie mówiąc oszukano. Teksty władz miasta o monitorowaniu sprawy to sobie można wsadzić... Jak o tym czytam w prasie, to nie wiem - śmiać się czy płakać? Radni zbierali się w tym roku na sesjach nadzwyczajnych z powodu byle pierdoły. Pierwszy poważny problem nie wzbudził ich zainteresowania. Bo podobne problemy były w Gliwicach i w Zabrzu i wszyscy wiemy jak się skończyły. Stracili na tym zwykli ludzie. W Piekarach nie będzie inaczej. Bo zasada jest prosta - komuś musi się żyć źle, żeby innym żyło się lepiej.

powrót :: strona główna

Futuryzm czy szaleństwo?


sierpień 2006

Siedzę sobie na kawie, przy stoliku na świeżym powietrzu. Jest piękny upalny dzień, wybrałem więc miejsce w cieniu drzewa. Przyglądam się kroplom wody rozrzucanym przez wiatr. Kroplom wody z fontanny. Cisza i spokój. Patrzę sobie na bazylikę, kalwarię i myślę... Jest wakacyjnie, leniwo... Gdzie jestem? Na piekarskim rynku!

No, to nie do końca moje szaleństwo. Wymyślił to inny młody piekarzanin - Tomasz Flodrowski. Swoją koncepcję ubrał nawet w konkrety, załączając do tekstu rysunek. Centrum z kawiarniami i życiem kulturalnym. Zamknięty odcinek ulicy Bytomskiej, a ruch puszczony podziemnym tunelem. Wszystko za bagatela sto milionów. A czemu nie?

Świat należy do odważnych, wiec dlaczego nie stworzyć pomysłu, czy koncepcji, która kiedyś może zostać zrealizowana. Piekary to nie jedyne miasto bez klasycznego rynku i centrum. Równie niesamowite koncepcje przebudowy rynku swojego czasu miał Chorzów, a przebudowa katowickiego ronda jest już faktem. Kto wie, może i my doczekamy się swoich pięciu minut.

Na początek postawiłbym jednak prostsze cele. Zamknięcie dla ruchu ulicy Wyszyńskiego, dzięki obwodnicy nie stanowi na dzień dzisiejszy problemu. I jak już uda się stworzyć deptak z pasażem handlowym i kawiarenkami z prawdziwego zdarzenia to pomyślimy o rynku. Ale specjalnie bym na to nie liczył, bo o samym deptaku słyszałem już bardzo dawno, a tu nic. Tym niemniej - brawa za pomysł. Śmiały, odważny, bezkompromisowy i kompletnie w naszych warunkach bezużyteczny.

powrót :: strona główna

Wszystko jasne


lipiec 2006

Nie wolno jeszcze prowadzić kampanii wyborczej. Nie wolno, ale wszyscy poważni gracze zaczęli już dawno. I na razie stawiają na cichą promocję. No może nie całkiem cichą, ale jeszcze bez sztandarów. Jeszcze bez haseł. Bez programów. Ale przygotowania już trwają. Wszystko wybuchnie kiedy zostanie ogłoszony termin wyborów.
Teraz trzeba się zadowolić promocją pośrednią. Prezydent kreuje swój pozytywny wizerunek. Jest obecny w mediach. Prace w mieście wyraźnie nabrały tempa. Chodnik za chodnikiem, kamienica za kamienicą. Aż żal, że wybory jak Mistrzostwa Świata tylko co cztery lata...
Jednocześnie PiS wchodzi do gry. Logo, historia, działacze, pierwsze ogłoszenia. Piekarski poseł i minister składa co miesiąc sprawozdania. Coraz większa aktywność radnych i współpracowników głównych graczy.
Wspólnie dla Piekar obiecuje nie obiecywać rzeczy niemożliwych. Na razie nieśmiało, w internecie, ale to zapewne preludium do poważniejszej akcji. Bo też rozgrywka jest poważna. Idzie o prestiż, władzę w mieście i wysokie pensje. Jest więc o co walczyć.
Jedno jest pozytywne. Kampania prezydencka nie będzie anonimowa. Nie można schować się za sztandarami. Trzeba pokazać swoją twarz. Nie będziemy wybierać ugrupowań tylko ludzi. Korfanty, Cisek, Gowarzewski. Jeden z tych trzech. A może pojawi się ktoś jeszcze? Tylko czy kogoś to jeszcze interesuje?

powrót :: strona główna

Piłka w grze


czerwiec 2006

Nie znam nikogo, kto lubiłby krytykę. Powiem więcej. Znam niewielu ludzi, którzy potrafią się z nią pogodzić. Jeszcze mniej osób, z tej krytyki potrafi wyciągnąć jakieś konstruktywne wnioski. I nie wiem, czy jest ktokolwiek, kto jeszcze potrafiłby te wnioski wprowadzić w życie. Zresztą po co się męczyć, skoro są lepsze rozwiązania. Krytykę trzeba stłamsić, Krytyków zmiażdżyć, sponiewierać i ośmieszyć. Inna rzecz, że niewiele znam osób, które potrafi ą zdobyć się na sensowną krytykę. Bo narzekać jest łatwiej, a wytykać błędy i niepowodzenia prościej niż zaproponować racjonalne rozwiązania.
Krytyki nie zniosła polska reprezentacja grająca na chorzowskim stadionie. Chociaż chłopcy zagrali delikatnie mówiąc beznadziejnie, a druga stracona bramka przejdzie do historii, to kibice kulturalnie skandowali jedynie dwa nazwiska: Jerzy Dudek i Franek - łowca bramek. No cóż, akurat oni na Mistrzostwa Świata nie pojechali. Ale tego było dla naszej reprezentacji za dużo. Obrazili się na kibiców i Stadion Śląski. W Chorzowie mogą się odbywać koncerty, a grać będziemy w Warszawie. Uuuuu. Powiało chłodem. No, może kibice trochę przesadzili kibicując przeciwnikowi, ale odwołanie sparingowego spotkania w Niemczech, na które wybrali się kibice to chyba jednak większe przegięcie... I atmosfera przed rozgrywkami nieco... kuleje. Wolałbym, żeby było zupełnie inaczej. Dudek nie musiał grać jako numer jeden, wystarczyłoby posadzić go na ławce. Frankowski zapracował sobie w eliminacjach przynajmniej na ławkę rezerwowych. Wilk byłby syty, a owca cała. Ale w Polsce kompromis to słowo obce. Lepiej doprowadzić do konfrontacji. Czy się opłacało, zweryfikujemy po pierwszych meczach. Bez względu jednak na wynik - szkoda atmosfery.
Na naszym lokalnym podwórku podobnie. Polityka jest jak piłka nożna. Prezydent rządzi niepodzielnie, a opozycja się piekli. Atmosfera delikatnie rzeczy ujmując... napięta. A im bliżej Mistrzostw Świata, eee, znaczy się wyborów będzie gorzej. Oskarżenia o korupcję, szykanowania, blokowanie informacji, brak wizji i niesłuchanie głosu mieszkańców. Zobaczymy kto załapie się do pierwszego składu, a kto wyląduje na ławce. O tym zadecydują wyniki... głosowania. Wcześniej zobaczymy, czy ktoś nie strzelił gola... do własnej bramki. I oby nasi politycy nie musieli grać przy pustych trybunach. Bo w końcu mieszkańcom mogą się znudzić te personalne rozgrywki i wojny podjazdowe. Ale teraz nie warto się przejmować. Wywieśmy flagi i czekajmy na wynik. Kibicujmy reprezentacji. Kuszczak! Kuszczak! Numer jeden.

powrót :: strona główna

Odcinanie kuponów


maj 2006

Walka wyborcza trwa. Tym razem na kupony. A wszystko dlatego, że Dziennik Zachodni opublikował wyniki konkursu na najlepszego i najgorszego prezydenta. Jako, że w którymś tam wydaniu wyszło, że w Piekarach nie jest najlepiej, zaczęła się akcja. Akcja zbierania gazet, wycinania i wysyłania kuponów. Im więcej - tym lepiej. Prezydent jest the best.
Akcję prowadzą wszyscy. Od szaraczków, przez płotki i okonie, aż po grube ryby. Trzeba dbać o image. Jego naruszenie może zaważyć na wyborach. A przegrane wybory to zmiany na stanowiskach. Tego nie chcemy. Więc może trzeba jeszcze kupić kilka gazet?
Swoją akcję prowadzi też opozycja. Zbierają gazety, wycinają kupony. Utrącić pozytywny wizerunek. Za wszelką cenę. Niech ludzie zobaczą, że jest źle. Zmiany są konieczne, inaczej cały kraj będzie się śmiał z Piekar Śląskich. Wszystko, żeby wygrać wybory. Bo wygrane wybory to władza i stanowiska do podziału. Jest o co walczyć.
Chyba jeszcze nigdy Dziennik Zachodni nie sprzedawał się tak dobrze. Koniunktura jest - to trzeba to wykorzystać. Ktoś nieźle to wykombinował. I niech się politycy choć raz wykosztują na gazety. Może nawet cały nakład wykupią? I niejeden będzie szukał zwrotów. Tylko po to, żeby wyciąć kuponik...
Czasami zastanawiam się po co to wszystko. Głupi sondaż niczego nie zmieni. Przecież nawet świnia ma swój rozum. Jak w Piekarach jest każdy widzi. Jedni widzą, że jest dobrze, drudzy widzą, że jest źle. Których jest więcej okaże się w wyborach. W sumie nie warto wycinać kuponów. Ale z drugiej strony rozumiem. Opozycji ciężko byłoby przełknąć prasowy sondaż, z którego wynikałoby, że Piekary mają najlepszego prezydenta. A prezydentowi głupio byłoby przeczytać w poważnym, regionalnym dzienniku, że jest najgorszy w okolicy. Więc walka na odcinanie kuponów trwa. Tylko dla nas, zwykłych mieszkańców to wszystko nie ma żadnego sensu.

powrót :: strona główna

Gdzie ci ludzie?


kwiecień 2006

W tym samym momencie zawyły syreny w całym kraju. Biły kościelne dzwony. W oknach zapłonęły świeczki. Czas się zatrzymał. Kościoły pękają w szwach. Ludzie wyciszeni, skupieni. Modlą się. Niektórzy z łzami w oczach. Przed pomnikiem Jana Pawła II płoną setki zniczy.
Śmierć papieża zmieniła nas. Świat się zmienił. Niestety tylko pozornie. Co prawda wszyscy o tym mówią, jestem gotów nawet uwierzyć, że są przekonani o prawdziwości tych słów, a być może nawet świat naprawdę się zmienia na tych kilka chwil. Niestety to wszystko to miraż. Bo już następnego dnia wszystko wraca do normy. I cale to uniesienie, skupienie i człowieczeństwo pryska jak bańka mydlana.
Tych wszystkich skupionych i przejętych ludzi nie potrafię znaleźć już następnego dnia. Gdzie oni są? Wokół same zmęczone, zirytowane twarze ludzi, którzy bardziej człowiekowi wilkiem niż przyjacielem. Niechętny sprzedawca w sklepie, niesympatyczna urzędniczka, agresywny facet w kolejce, zirytowani ludzie w zatłoczonym autobusie, zacietrzewieni politycy... A jeszcze wczoraj wszyscy byli tacy, szukam odpowiedniego słowa, ludzcy. Szkoda tylko, że na pokaz. Kupić świeczki, puścić w ruch smsowe łańcuszki oraz setki tysięcy wiadomości na gg.
"...wysyłam, bo raczej nie wypada zignorować... minęło 365 dni drogi do nieba Jana Pawła II. Wyślij to do 8 dobrych ludzi a za 80 dni anioły ześlą ci cud. Jeśli tego nie zrobisz, to będzie 8 nieszczęść. Złóż Mu hołd! Prześlij to każdemu na liście jeżeli kochałeś i kochasz Jana Pawła II. Jeśli nie, to nie narzekaj więcej, że świat jest okrutny i podły... Nie lubię łańcuszków, ale tego jednego nie przerwę. Wyślij go do wszystkich osób, które masz na liście - do mnie też. Jeśli 3 powrócą w ciągu 24h przeżyjesz wspaniałą przygodę z osobą, którą kochasz, jeśli przerwiesz - stracisz ją. To się sprawdza!"...
Niestety prawdziwego sensu w tym nie ma. Ale może anioły naprawdę ześlą cud i ktoś się opamięta?

powrót :: strona główna

Mieszanka wybuchowa


marzec 2006

Pierwszy koktajl Mołotowa wybuchł na sesji Rady Miasta. Kolejne już z pewnością są przygotowane i tylko nie wiem, czy lont już się pali, czy jeszcze nie. Wiadomo kto będzie rzucał, bo graczy jest dwóch. Dwóch na jednego to banda łysego, ale z drugiej strony stawka jest zbyt wysoka, żeby ryzykować porażkę gryząc się między sobą. Zawsze lepiej razem pokąsać tego trzeciego. I jak już z nim wygramy, to dopiero weźmiemy się za siebie. Ale jest też jeszcze inna możliwość. Jak cała trójka weźmie się za łby, to może jak diabeł z pudełka wyskoczy nam jakiś nowy, niespodziewany kandydat. Na przykład z PiS. Z poparciem posła i ministra. To byłaby dopiero niespodzianka. Ale na razie można już podzielić skórę na niedźwiedziu. I stanowiska. Tak na wszelki wypadek, żeby każdy wiedział gdzie jego miejsce. Wybory nieustannie mnie fascynują.
Na wyborach jak na wojnie. Liczy się strategia, liczba żołnierzy i wyposażenie. O strategii trudno coś powiedzieć, bo na razie strony się tak do końca nie odsłoniły. Jak to barwnie ujmują dziennikarze "przyczajony tygrys, ukryty smok" jeszcze nie zaatakował. Ale scenariusz prawdopodobnie będzie taki: jedni się chwalą, budując swój pozytywny image, a drudzy jadą walcem rozjeżdżając cały ten image na naleśniczki. Szybciej będą budować czy jeździć się dopiero okaże. Za to na dziś więcej koktajli po stronie napastników. Bo obrońcy swoje butelki z benzyną zostawili poza murami, co strona atakująca skrzętnie wykorzystała. Pierwsza taka przejęta buteleczka już przeleciała przez barykady. Wkrótce polecą kolejne. A jak już ich zabraknie, to następne napełni się byle czym. Byle było czym rzucać. A może w końcu pożar wybuchnie, a na zgliszczach zbudujemy nowy ład.
Obrońcom aura nie sprzyja. Siły natury sprzysięgły się przeciwko nim. Zima stulecia. Wali śniegiem i wali, choć powinno już dawno odpuścić. Drogowcy jak zwykle sobie nie radzą. I to wszystko w roku wyborczym. Zimy mają dość już wszyscy. Taka jedna butelka już wybuchła, ale jak jeszcze trochę popada śnieg to wybuchnie kolejna. Bo można opowiadać dyrdymały o skutecznych działaniach, ale jak jest każdy widzi. Przejechać ulicą się nie da, bo za wąsko, zaparkować nie ma jak, bo wszystko zasypane, chodzić po chodniku nie można, bo ślisko. To co się w końcu udało? Przeżyć? Jest to jakiś sukces, ale czy wszystkich zadowoli...
Jak na jeden miesiąc atrakcji mieliśmy nie mało. Z niecierpliwością czekam na kolejne. Im więcej benzyny, tym więcej ognia. A im większe ognisko, tym frajda większa.

powrót :: strona główna

Propaganda sukcesu


luty 2006

Piekary tętnią kulturalnym życiem. Domy Kultury pękają w szwach od ilości chętnych. Impreza za imprezą. Fantastyczne zdjęcia, ekskluzywne wywiady. A to wszystko ściema i jedna wielka lipa. Bo na to wszystko pies z kulawą nogą nie przyszedł. Tylko akurat o tym napisać nie można... Kasa została wydana, goście przyjechali słowem pełny sukces. Tylko, że mieszkańcy mają to w dupie.
Wybrałem się na koncert Siony Neale. Młoda, piękna i utalentowana. Wyszedłem z domu wcześniej, bo myślę, że nie będzie gdzie zaparkować. Na koncert pewnie walą tłumy ludzi... Wchodzę do środka i w pierwszej chwili mam wrażenie, że pomyliłem godziny. W szatni pusto. Widać tylko kilka płaszczy. Na sali jeszcze gorzej. Kilkanaście osób. Na szczęście przyszli zaproszeni goście - to przynajmniej robią tłum. Te same twarze na wszystkich miejskich imprezach. Aż mi głupio było wobec artystów, że się dla takiej garstki muszą produkować.
Wśród znudzonych twarzy, które przyszły z obowiązku, widzę kilku zafascynowanych. Czują rytm. Kiwają się miarowo, delektują muzyką. Niektórzy przyjechali spoza miasta, niektórzy z naprawdę daleka. Dla nich to wydarzenie. Ale nie dla mieszkańców. Zresztą zimno było, więc szkoda wychodzić z domu. Większość siedzi więc na kanapach kontemplując kolejny odcinek Klanu, Złotopolskich czy czego tam jeszcze.
Olać kulturę. Imprezy na poziomie i tak się nie przyjmą. Poczekajmy do wiosny, postawi się budkę z piwem, na organkach zagra jakiś średnio muzykalny, podstarzały gościu, szlagiery zmęczonym głosem wyśpiewa przeciętna wokalistka i będzie impreza na sto dwa. Frekwencja zapewniona. I sukces. Prawdziwy, nie malowany...

powrót :: strona główna

Świąteczna atmosfera


grudzień 2005

Jako pierwsze zaatakowały hipermarkety. Choinki, bombki, mikołaje i kolędy. To nic, że jeszcze był listopad. Jak się jedno święto skończy, to trzeba myśleć o kolejnym. Biznes jest biznes. Skończył się sezon na kwiaty i znicze, teraz będziemy sprzedawać ozdoby, świeczki i inne bajery w świątecznym klimacie. I ludzie kupują bez opamiętania.
Kolejne ruszyły szkoły. Jasełka, szopki, akcje charytatywne, kartki świąteczne, kiermasze i wystawy prac świątecznych. Dzieciaki poznają świąteczne zwyczaje innych państw.
W najbliższym czasie dołączą do tego zwykli ludzie. Generalne sprzątanie, zakupy, prezenty pod choinkę i przygotowania do kolacji.
Świąteczny stół. Zapach świec. Tradycyjne potrawy. W tle kolęda. Odświętny ubiór. Modlitwa. Życzenia. Miłe słowa. Wspaniała, świąteczna atmosfera.
Szkoda, że tak łatwo o tym zapomnieć. Po kilku godzinach, kilku dniach. Wracamy do szarej, zwykłej codzienności. Supermarkety przestawią swoją ofertę. Na jajka i zajączki... A wokół dalej będą otaczać nas ci sami, smutni, zdenerwowani, zagonieni i nieżyczliwi ludzie.
Z okazji zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia i nadchodzącego wielkimi krokami Nowego Roku nie składam tradycyjnych życzeń. Nie polecam niczego konkretnego, ale mówię: zachowajmy świąteczną atmosferę w sobie na dłużej. I nie trzeba nosić czerwonych czapeczek. Wystarczy zachowywać się tak, jakby codziennie były święta. Czy świat nie byłby wtedy piękniejszy? Tylko kogo na to stać...

powrót :: strona główna

Żądam konsekwencji


grudzień 2005

Z nieukrywaną ciekawością przyglądam się piekarskiemu życiu politycznemu. Jak na skalę tak małego miasta można tu dostrzec wiele interesujących zjawisk i procesów. Niektóre z nich wymagają głębszego zastanowienia się, inne same rzucają się w oczy rażąc wręcz swoją oczywistością. Nie wszystkie są dobre, nie wszystkie są złe, ale z pewnością wszystkie są ciekawe. Niektóre wręcz zaskakujące… Rolą mieszkańców jest przyglądanie się tym zjawiskom i stawianie niewygodnych pytań oraz domaganie się rozwiązań. Dziś będę żądał konsekwencji. Konsekwencji działania.
Denerwuje mnie bajzel. A jeszcze bardziej denerwuje mnie, kiedy ludzie tego bajzlu nie widzą, albo nie chcą widzieć. A jeszcze bardziej denerwuję się, kiedy ten bajzel jest im po prostu na rękę. Weźmy taki Miejski Dom Kultury i Radio Piekary.
Prezydent zdecydował, że trzeba uporządkować sytuację prawną, a dyrektor nie może być z powołania tylko z konkursu. I Gizdoń przestał być dyrektorem. Komisja konkursowa spośród bodajże trzynastu kandydatów wybrała najlepszego... Dziś po byłym dyrektorze trzeba wszystko porządkować. Podobno kontrola wykazała nieprawidłowości. Po mieście chodzą nawet plotki o naruszeniu dyscypliny budżetowej. Ktoś puścił w obieg informację, że została zwolniona główna księgowa. Ale trzeba robić dobrą minę do złej gry. Informacji brakuje, bo tak naprawdę mieszkańcy nie wiedzą co się dzieje. I pewnie lepiej, żeby nie wiedzieli. Bo to w ich radiu kandydat na posła zrobił sobie reklamę. Bo wykorzystał wizerunek piekarskiej stacji. Bo to za ich pieniądze wydany został Głos Piekarski, który posłużył głównie w tej kampanii pochłaniając miesięcznie kilka tysięcy złotych. Ile dokładnie niewiadomo. Pięć, sześć, osiem, a może dziesięć tysięcy. Co za różnica? Dziś nikt nie domaga się wyciągnięcia konsekwencji. Od dyrektora, od komisji, która stwierdziła, że jest najlepszym kandydatem, od urzędników, którzy powinni kontrolować sytuację. Dziś wszystko kwituje się wzruszeniem ramion. Jest bajzel, to trzeba posprzątać...
Problem w tym, że w tym sprzątaniu też jest bajzel i to z samego założenia. Po sprząta osoba, która sprzątać nie powinna. I nie mam tu nic przeciwko Teresie Szaflik, która być może jest świetnym dyrektorem, ale jestem przeciwko złamaniu zasady, o którą jeszcze tak niedawno walczyliśmy. Na stanowisko dyrektora musi odbywać się konkurs. Skoro tak, to powinien się dobyć. I odbędzie się, tylko nie wiadomo kiedy, a czas płynie. A moim zdaniem jego termin powinien zostać wyznaczony natychmiast po zwolnieniu dyrektora. Nie został. I chyba prędko nie zostanie. Teraz nie czas na konkurs, tylko na sprzątanie...
Konkurs to problem, bo konkurs trzeba wygrać. Najlepiej wygrać uczciwie. Tymczasem informacji o poprzednim urzędnicy udzielali niechętnie. Jeśli dobrze pamiętam są radni, którzy do dziś nie dostali odpowiedzi na swoje pytania. Nigdy nie ma odpowiedzi na niewygodne pytania.
Wróciliśmy dziś do punktu wyjścia. A właściwie cofnęliśmy się do tyłu, bo zmarnowaliśmy czas. Poza tym tak na dobrą sprawę to nie wiemy co dzieje się w MDK. Jak już jest gazeta, to trzeba by w niej publikować sprawozdania z działalności. Bilans finansowy. Przynajmniej byłaby jakaś informacja, a nie tylko problemy, które wyskakują przy każdej zmianie dyrektora.
Zakładając, że w końcu odbędzie się konkurs na to stanowisko, to czeka nas prawdopodobnie kolejna zmiana dyrektora. Bo obecna dyrektorka nie spełnia wymogów, żeby przystąpić do konkursu. Chociaż jak odpowiednio odwlec termin konkursu to braki w wykształceniu można jeszcze nadrobić.
Czasami siedzę sobie i myślę. Zastanawiam się w czym rzecz i co chodzi. I dochodzę do punktu, w którym trzeba wzruszyć ramionami i zająć się czymś innym. Bo w moim przekonaniu problemu nie ma. Sprawa jest prosta. Jeśli ma być konkurs, to trzeba go zrobić jak najszybciej. Jeśli dyrektor może być z mianowania, to trzeba go mianować. I tyle. Proste i nieskomplikowane. Bo zapewne tak mieszkańcy, jak i sam dyrektor chcieliby wiedzieć na czym stoją. Bez tego jest bajzel. I wcale nie dziwię się, że Gizdoń się obraził, kiedy został zwolniony. Bo jeśli za jego rządów było źle, to jak jest teraz?
Konsekwentne zachowanie to niby nic trudnego. W sumie oczywista sprawa. W polityce nie ma jednak oczywistych spraw. Wiele działań jest sprzecznych, niezrozumiałych, czy wręcz już na pierwszy rzut oka niepotrzebnych. Wszystko klaruje się dopiero przed wyborami, kiedy trzeba zabiegać o nasze głosy. A wtedy my możemy wszystkich rozliczyć. Po naszemu i według naszych zasad.

Copyright © 2006/2007 Krzysztof Turzański