Karty historii

Zapraszamy wszystkich Czytelników w podróż sentymentalną po historii naszego miasta i okolic. Czasem warto ze łzą w oku powspominać, przypomnieć sobie o tym, co wydarzyło się kiedyś lub dowiedzieć się czegoś nowego i zaskakującego o historii, zwyczajach i tradycjach.

Zobacz tematy:


Rok 1939 w Piekarach Śląskich
Historia prasy na Górnym Śląsku i w Piekarach
Kolej: odeszła w zapomnienie
Kolejowe marzenia
Metamorfozy śląskiej mody
Piekarska Jerozolima
Dworskie zakamarki
Jak powstały Piekary?
Obraz, który czyni cuda
Przed obliczem cudownej pani
Zwyczaje Wielkanocne
Marzanna i Marzaniok
Tajemnicze przejście, zbójcy i winnice, czyli wszystko o Winnej Górze w Kozłowej Górze


powrót :: strona główna

Rok 1939 w Piekarach Śląskich

Napięcie rośnie
Napięcie polityczne między Niemcami i Polską, jakie istniało od dłuższego czasu na Śląsku i w Piekarach nasiliło się jeszcze bardziej kiedy w dniu 21.03.1939 roku zażądano przyjazdu do Berlina polskiego ministra spraw zagranicznych Józefa Becka celem omówienia i załatwienia niemieckich żądań granicznych. Żądania te spotęgowały się jeszcze bardziej po wygłoszonej mowie "Fuhrera" w w parlamencie niemieckim (dniu 28.04.1939 r. ) uznającej polsko-niemiecki pakt o nieagresji z roku 1934 za nieważny.

Już wtedy stało się jasne, że wybuch wojny niemiecko-polskiej jest tylko kwestią czasu. Na pograniczu całego przemysłowego Ślaska można było zaobserwować przygotowania wojenne. Na teryterium niemieckim w pobliżu Bytmia grnicę otoczono żelaznymi kozłami hiszpańskimi umocnionymi drutem kolczastym.

Na przejściu granicznym Bytom-Szarlej Niemcy w chodnikach i jezdni zabetonowali stalowe dźwigary jako zapory drogowe. Na rozbarskich polach na wschód od tego przejścia granicznego zaczęto budowę umocnień stacjonarnych.

Strona polska jeszcze wcześniej, tuż przy linii kolejowej biegnącej prawie wzdłuż granicy, na odcinku od przystanku osobowego Dąbrówka Wielka do stacji Chorzów Stary, wybudowano szereg bunkrów i umocnień, które otoczono zasiekami drutu kolczastego. Przepusty wodne na rzece Brynicy zostały zamknięte, między innymi na moście szosy Szarlej-Będzin, na Józefce przy gospodzie "Ryszki" oraz na zaporze zalewu wodnego Kozłowa-Góra.

Zalewy te stanowiły przedpole do wybudowanej linii bunkrów Niezdara-Bobrowniki Fortecznego Obszaru Warownego "Śląsk". Spiętrzenie wód na tym odcinku spowodowało utrudniony dostęp do tych umocnień za rzeką Brynicą. Postawiono również szereg zapór przeciwczołgowych między innymi na zakręcie szosy Szarlej-Bytom (w pobliżu dzisiejszego Kauflandu). Powstała także drewniana, zamykana zapora drogowa.

Trudne warunki życiowe i panujące w latach 30-tych XX wieku bezrobocie zmuszało robotników do szukania zatrudniania po stronie niemieckiej, a uzyskanie pracy warunkowane było przystąpieniem do mniejszości niemieckiej i zapisywaniem się do organizacji niemieckich, posyłaniem dzieci do szkoły mniejszościowej, prenumerowaniem niemieckich czasopism oraz uczęszczaniem na niemieckie nabożeństwa kościelne. Spełniający te warunki byli przyjmowani do pracy, przechodząc codziennie szeregiem przejść granicznych na podstawie tzw. kart cyrkulacyjnych.

Latem roku 1939 z powodu już ostrego konfliktu niemiecko-polskiego ludziom tym utrudniano przekraczanie granicy. W efekcie ludzie ci zostali na terenie niemiec, a byli wśród nich rezerwiści wolska polskiego i byli powstańcy śląscy. W ten sposób tworzono oddziały dywersyjne zwane "Freikorps Ebbinghaus", którymi dowodziło VIII Ormekomando we Wrocławiu jak wojskową formacją specjalną. Obozy szkoleniowo-bojowe dla tych formacji mieściły się w Brzegu, Kłodzku i Łambinowicach. Oddziały te występowały w ubraniach cywilnych, ale były wyposażone w najnowocześniejszą broń automatyczną i krótką. Komendantem odcinka Chorzów, Bytom i Piekary aż do Radzionkowa był SA Obersturmbanfurher Willy Pissarski. Sztab dywersantów mieścił się w restauracji przy Browarze bytomskim (dzisiejsza ul. Wrocławska).

W kwietniu 1939 roku w całym Państwie Polskim zarządzono cichą mobilizację, powołano na ćwiczenia oficerów i podoficerów rezerwy. Nasiliła się też agitacja propagandowa z obu stron.

Prawie codziennie następowały w godzinach nocnych napady bojówek niemieckich na polskie urzędy celne i posterunki graniczne. Samoloty niemieckie naruszały granicę polską lecąc na niskim pułapie. Jeden z nich wylądował na polu pobliskiego dworu "Kocie Górki" w Szarleju. Pilot tego samolotu przy pomocy przybyłych gapiów zdążył jednak ponownie wystartować przed przybyciem na miejsce policji.

Dnia 14 sierpnia 1939 roku Marcin Adamczyk pozostający na terenie Niemiec postanowił zobaczyć się ze swoją rodziną w Szarleju. Granicę zamierzał przekroczyć nielegalnie na przejściu granicznym Bytom-Szarlej. Pełniący na przejściu granicznym służbę policjant Szwagiel zatrzymał awanturującego się człowieka i zaprowadził do komisariatu w Szarleju. Po drodze do policjanta podszedł członek Młodzieżowej Partii Niemiec Paweł Kaleta żądając uwolnienia zatrzymanego. Wobec odmowy wyciągnął broń i zastrzelił policjanta. Obaj zbiedzy zostali zatrzymani przez policję w majątku "Kocie Górki". Po tym incydencie polskie władze skierowały do Piekar zmotoryzowaną jednostkę elewów Szkoły Policyjnej w celu patrolowania granicy i okolic miasta. Kompania ta do czasu rozpoczęcia wojny stacjonowała w Szkole Podstawowej w Szarleju - w budynku, w którym dziś mieści się Urząd Miasta.

Pogrzeb zastrzelonego policjanta odbył się w Szarleju i stał się wielką manifestacją mieszkańców Piekar Śląskich. Prasa niemiecka podniosła wielki lament na temat rzekomych represji dokonanych przez byłych Powstańców Śląskich na rodzinie Kalety. Do Piekar przyjechali przedstawiciele zachodnich mediów, którzy zaprzeczyli tym informacjom. Byłem jako 11-letni chłopak świadkiem tych wydarzeń.

Już od drugiej połowy sierpnia bandy dywersyjne urządzały nocne napady na kopalnie Orzeł Biały i Andaluzja, jednaj ataki te odpierano. Piekarską kompanią powstańczą dowodził Jan Baron. Kompanie powstańcze były również w dzielnicach. W Brzozowicach-Kamieniu pod dowództwem Leona Liwego, w Brzezinach Śląskich pod dowództwem Emanuela Nowaka, a Dąbrówce Wielkiej pod dowództwem Wincentego Szołtysika.

Tereny przygraniczne były bez przerwy ostrzliwane z hałd "Kop-Fiedler" i Nowy Dwór przez bojówki Freikoru. W czasie napadu tych bojówek 27 sierpnia 1939 roku na Kop-Buchac (dziś Radzionków) polegli Herzok, Parma i Zieliński. Po zajęciu kopalni przez bojówki niemieckie pod ziemią znajdowało się około stu górników, którzy na powierzchnię wydostali się drabinami.

1 września
Wincenty Krawczyk - kasjer biletowy i telegrafista zatrudniony był na stacji kolejowej Piekary Śląskie - Szarlej, położonej w pobliżu Kopalni Buchac (Radzionków) tuż przy granicy polsko-niemieckiej. W nocy z 31 sierpnia na 1 września miał dyżur. Jak wspomina noc była ciepła, spokojna i nie wyróżniała się niczym szczególnym od innych nocy. Jedynie od strony pobliskiego Bytomia nie widać było żadnych ruchów, świateł - niczego. W mieście obowiązywało już zaćmienie. Na stacji życie toczyło się normalnym torem, a pociągi kursowały zgodnie z rozkładem jazdy. O godzinie 3 rano padły pojedyncze strzały i nagle wywiązała się gwałtowna strzelanina. Do pomieszczeń kolejowych wszedł z rewolwerem w ręce przerażony zawiadowca stacji - Świętek wołając "napad".

W pierwszej chwili pełniący służbę kolejarze przypuszczali, że jest to kolejny napad dywersantów, jeden z tych, które odbywały się co noc na całym pograniczu. Dopiero z komisariatu policji otrzymali wiadomość, że wybuchła wojna i wojska niemieckie przekroczyły granicę.

Straż Ochrony Kolei - panowie Książek i Ignacik uzbrojeni w krótkie karabinki kawaleryjskie ostrzeliwali napastników. Niebawem do obrony stacji kolejowej przybyła policja z komisariatu w Piekarach. Ostrzał stacji kolejowej stał się niemożliwy do wytrzymania. O świcie zapadła decyzja o wycofaniu się w kierunku Szarleja. Ruszono pod osłoną platformy towarowej, pod nieustającym ostrzałem z broni maszynowej. W ten sposób pokonano 500 metrowy odcinek ul. Radzionkowskiej, aż do pierwszych zabudowań Szarleja.

1 września zaatakowana została także kopalnia "Maks" w Michałkowicach. Grupą bojową dowodził sam Willy Pissarski, a powstańcami kapitan rezerwy Walenty Fojkis. W walkach zginęło 27 napastników, w tym ich dowódca. Po stronie polskiej straty były równie dotkliwe. Kolejny atak w nocy z 2 na 3 września zmusił powstańców do wycofania się za rzekę Brynicę i dalej, w kierunku Olkusza.

Formacje samoobrony powstańczej z chwilą rozpoczęcia działań wojennych przeszły pod bezpośrednie rozkazy wojskowe jako Oddziały Obrony Narodowej. Już w pierwszy dzień odwrotu zostały jednak otoczone przez oddziały niemieckie. Udało się przerwać okrążenie i dotrzeć do rzeki Dłubnia.

Wielu powstańców pozostało i ukryło się na terenie Generalnej Guberni włączając się w pracę konspiracyjną. Po opuszczeniu Piekar Śląskich przez polską administrację i policję do miasta Piekary w dniu 3 września 1939 roku wjechało na motocyklu z przyczepką w pełnym rynsztunku 3 żołnierzy lub policjantów. Objechali plac z figurą Matki Boskiej i po krótkim postoju odjechali z powrotem do Bytomia.

Ludwig Wanot
Grzegorz Krawczyk

Bibliografia:
Paweł Dubiel: Wrzesień 1939 na Śląsku

powrót :: strona główna

Historia prasy na Górnym Śląsku i w Piekarach

Wraz z wynalezieniem druku przez Johannesa Gensfleischa rozpoczął się proces rozpowszechniania literatury i czasopiśmiennictwa. Postęp drukarstwa spowodował rozwój prasy w XVIII wieku także na terenach Śląska. Dotąd słowo pisane przeznaczone dla elit schodzi z piedestału i zwraca się do ludu.
Na Śląsku początki drukarskie sięgają 1475 roku. Wtedy to w oficynie Kaspra Elyana wydano po łacinie "Statua synodia episcoporum Vratislaviensium". W książce zawarto też trzy modlitwy w języku polskim: "Ojcze Nasz", "Zdrowaś Mario" oraz "Wierzę w Boga".

Trudne początki i walka o tożsamość.
Z chwilą przejścia Śląska pod panowanie pruskie, polskie przedsięwzięcia zmierzające do wydawania własnych pism były niweczone. Z początkiem XIX wieku na Śląsku walczono o prawo do używania języka polskiego przede wszystkim w piśmie. W 1842 roku do władz pruskich zwrócił się z prośbą o zgodę na wydawanie polskiego czasopisma, proboszcz bytomski Józef Szafranek. Mimo starań nie uzyskał zgody. Z odmową spotkał się także Fryderyk Weilhauser, który chciał wydać w Opolu tygodnik "Jutrzenka Górnośląska". Dwa lata wcześniej podobne działania podejmował Józef Lompa. Również bez skutku. Dopiero burmistrzowi Pszczyny, Krystianowi Schemmelowi udało się wydać "Tygodnik Polski", którego celem było podniesienie oświaty ogólnej i rolniczej. Na łamach pisma zamieszczano różne gatunki literackie np. opowiadania, bajki, fragmenty pamiętników oraz podawano informacje dotyczące życia gospodarczego i kulturalnego na Górnym Śląsku. Niestety w 1846r. Schemmel przestał wydawać tygodnik.

Wiosna prasy śląskiej- ożywienie ruchu wydawniczego podczas "Wiosny Ludów".
Po zniesieniu cenzury prasowej w Prusach w okresie "Wiosny Ludów" powstają nowe czasopisma i rozwija się na szeroką skalę drukarstwo. W tym czasie działają: Teodor Haneczek-drukarz w Piekarach Śląskich oraz T. Nowacki w Mikołowie. W dobie XIX wieku, Górny Śląsk posiada wiele tytułów prasowych: "Tygodnik Polski", "Dziennik Górnośląski", "Tygodnik Katolicki", "Poradnik dla Ludu Górnośląskiego", "Zwiastun Górnośląski".

Piekary Śląskie kolebką odrodzenia polskości na Górnym Śląsku.
Piekary Śląskie i Bytom niewątpliwie przyczyniły się do rozwoju prasy polskiej na Śląsku. W Bytomiu dzięki inteligencji polskiej świeckiej i duchownej krzewiono język ojczysty i kulturę rodzimą. Z kolei w Piekarach ks. Alojzy Ficek redagował "Tygodnik Katolicki". Początkowo wychodził tutaj "Dziennik Górnośląski", przeniesiony później do Bytomia. W I połowie XIX w. istniała w Piekarach nawet drukarnia.

Teodor Heneczek, jego drukarnia i pierwsze procesy prasowe.
Wydawcą i drukarzem związanym z Piekarami był Teodor Heneczek( właściwe nazwisko Heneczkowski). Z pochodzenia Częstochowianin, przeniósł się do Piekar zakładając tam własną drukarnię i introligatornię. Dzięki poparciu tamtejszego, ks. kanonika Jana Alojzego Ficka mógł rozpocząć wydawanie książek( głównie religijnych) oraz czasopism. Ciekawostką jest to, że Heneczek osiedlając się w Piekarach był osobą praktycznie nieznaną, dlatego na drukach, które wychodziły z jego pracowni widniał do 1849 roku napis: "drukiem Józefa Heera w Piekarach." Ów Heer- ekonom i osoba powszechnie znana w mieście, firmował swoim nazwiskiem wszystkie przedsięwzięcia drukarsko-wydawnicze Heneczka. W rzeczywistości wydawcą był sam Heneczek, który umiejętnie podszywał się pod popularne nazwisko. Z drukarni wychodziły książki do nabożeństwa, modlitwy, pieśni oraz broszury ludowe. Pierwsza pozycja wydawnicza to książeczka z 1847 roku: "Ołtarzyk mały, albo ćwiczenie się w nabożeństwie dla młodzieży katolickiej". Dużą popularnością cieszyły się wówczas także śpiewniki np. "Śpiewnik kościelny", czy "Dostateczny śpiewnik kościelny i domowy wraz z książką modlitewną." Ten drugi, wydany dzięki staraniom ks. Alojzego Ficka a nakładem młynarza Karola Boromeusza Piekoszewskiego z Brzozowic obejmował przeszło 1000 stron! To niebywały sukces wydawniczy jak na ówczesne lata. Książki drukowane przez Heneczka dostosowano do gustów i zasobów finansowych czytelnikow- niektóre pozłacane i oprawiane w skórę, inne skromniejsze, przeznaczone do masowego użytku. Warto dodać, że drukarz w swym przedsiębiorstwie urządził "Wydawnictwo dzieł katolickich" nadzorowane przez duchowieństwo. Powołał w tym celu komitet doradczy złożony z księży, którzy mieli badać, cenzurować rękopisy, zalecać wartościowe pozycje do wydania, a tym samym wpływać na opinię publiczną. Podobno pod koniec swojej działalności drukarsko-introligatorskiej, Heneczek wplątał się w kilka procesów prasowych i był zmuszony sprzedać piekarską drukarnię. Według jeszcze innych źródeł, miał się rzekomo dopuścić obrazy króla. Groziło mu więzienie, więc musiał ratować się ucieczką.

"Lipsk górnośląski", czyli, o czym pisały ówczesne gazety w Piekarach.
Dzięki rozpowszechnieniu prasy przez Heneczka, Piekary stały się popularną miejscowością wydawniczą, o której mówiono "Lipsk górnośląski."
W latach 1848-1849 wydawano "Dziennik Górnośląski". Pismo o profilu narodowym, początkowo ukazywało się dwa razy w tygodniu, później zmniejszono częstotliwość wydawania do jednego razu. W okresie od czerwca do października 1848 roku, "Dziennik Górnośląski" drukowano w Piekarach u Heneczka. 28 października przeniesiono pismo do Bytomia. Gazetę tłoczono w oficynie Karola Kircha, a wydawcą, po Heneczku stał się Jan Aleksander Mierowski. Na łamach "Dziennika Górnośląskiego" zasłynęli tacy redaktorzy jak: Józef Lompa, Józef Szafranek, Józef Łepkowski i Emanuel Smółka. Pierwsze czasopismo o radykalnym programie narodowym i politycznym częściowo finansowane przez " Ligę Polską" korzystało z licznych artykułów wielkopolskich. Ponadto podejmowało tematykę społeczną i kulturalną. Celem pisma było zaznajamianie czytelników z literaturą i kulturą, otwarta krytyka germanizacji. Opisywano ciężki los chłopów śląskich, walkę o język polski, postulowano równouprawnienie języka polskiego w życiu publicznym Śląska. Pojawiały się również tematy dotyczące historii Śląska. Powołano nawet przy redakcji instytucję oświatową "Towarzystwo Pracujących dla Oświaty Ludu Górnośląskiego". Zadaniem instytucji było rozpowszechnianie bibliotek i miejsc kulturalno-oświatowych, w których można by czytać książki. Co ciekawe, uważano, że "Dziennik Górnośląski" zbyt mało uwagi poświęca sprawom religijnym, a jeśli o nich pisze to raczej obiektywnie, a wręcz bez przychylności. Większość czytelników pisma stanowili chłopi, robotnicy, rzemieślnicy. W okresie największej aktywności redakcyjno-wydawniczej liczba prenumerujących gazetę wynosiła 1000.

W stronę religii.
Z "Dziennikiem Górnośląskim" polemizował "Tygodnik Katolicki", czytany w latach 1848-1850 i powołany w obronie wiary katolickiej. Od początku było to pismo Towarzystwa Mariańskiego w Piekarach, redagowane przez ks. J. Ficka, a także dwóch jezuitów- Peterkę i Kamila Praszałowicza. Drukowano go u Heneczka. Tygodnik negował narodowe akcenty "Dziennika Górnośląskiego" i starał się przekonywać czytelników, że jedynie trwanie w wierze katolickiej oraz pobożność uchroni Ślązaków od zgermanizowania. W czasopiśmie zamieszczano wiadomości kościelne, pouczenia moralne, opisy miejsc świętych, opowiadania dotyczące historii Kościoła itp. Z gazetą współpracowali m.in.: ks. Józef Laxy, ks. Szymon Perzych, ks. Bernard Purkop.

Piekary wkraczają na arenę międzynarodową.
Dłużej niż wcześniejsze pisma utrzymywał się "Zwiastun Górnośląski", czytany w latach1868-1872. Gazeta założona z inicjatywy ks. Adriana Włodarskiego, biskupa wrocławskiego wydawana była u Heneczka i redagowana przez ks. Bernarda Purkopa oraz Karola Miarkę. Pierwotnie wychodziła w każdy piątek, potem w czwartek, aż wreszcie od 1870 roku w każdy wtorek wraz ze stałym piątkowym "Dodatkiem" zawierającym najnowsze wiadomości z toczącej się wojny francusko-pruskiej. Pierwszy numer pisma ukazał się 31 stycznia 1868 roku razem z założeniami programowymi. Zdaniem redaktorów, tygodnik poruszał sprawy religijne, polityczne, astronomiczne, gospodarcze, industryjne, literaturę, kronikę oraz prywatne doniesienia. Początkowo "Zwiastun Górnośląski' nie był popularny dla czytelników, gdyż nie uwzględniał potrzeb miejscowej ludności. Z chwilą zatrudnienia słynnego Karola Miarki, gazeta zaczęła się rozwijać i niebawem czytano ją nawet za granicą. Z pismem współpracowało wiele znakomitych osób m.in. Juliusz Ligoń, a na jego łamach debiutował sam Wawrzyniec Hajda. Karol Miarka wprowadził do gazety profesjonalną publicystykę, uwzględniał zarówno "Wiadomości ze świata" jak i "Wiadomości z okolicy". Prezentował historię Polski i Śląska, ukazywał postacie królów polskich, dorobek piśmienniczy, kulturalny i oświatowy minionego okresu. Przy redakcji gazety postanowiono założyć księgarnię i czytelnię, aby rozpowszechniać ideę czytelnictwa wśród społeczeństwa śląskiego. Uruchomiono też nakładem "Zwiastuna"- Wydawnictwo Katolickie Tanich Książek." "Zwiastun" prenumerowano nawet w USA, Teksasie, w osadzie Panna Maria, San Antonio czy Banderze.

Ostatnie dzieło Heneczka.
Dwutygodnik "Promotor nabożeństwa do św. Józefa i Przenajświętszej Rodziny" ukazujący się w latach 1870-1873 stanowił pierwotnie polską wersję francuskiego "Promotora". Początkowo wychodził w Poznaniu u J. Daszkiewicza, ale wydawca zaniechał jego wydawania po trzech kwartałach. Rozpowszechnianie kontynuował Heneczek do 1872 roku. Potem przez rok drukowane było w Gnieźnie. W gazecie głównie zamieszczano teksty o treści religijnej, poświęcone sprawom Kościoła. To ostatnia pozycja wydawnicza Heneczka w Piekarach przed jego wyjazdem do Galicji.

Następcy Heneczka.
Adolf Ligoń( syn Juliusza Ligonia) oraz Franciszek Świder założyli spółkę i nabyli po T. Heneczku drukarnię. Od tej chwili wydawali "Gwiazdę Piekarską", która utrzymała się na rynku tylko dwa lata(1888-1900r.). Gazeta poruszała sprawy polityczne, społeczne i oświatowe. W pierwszym roku redagowana przez J. Tuszyńskiego, a później przez Stanisława Czerniejewskiego. Przez rok do pisma dołączano dodatek "Przyjaciel Domowy". Gazeta nie przynosiła dochodów, w związku, z czym ówcześni jej właściciele odstąpili ją redaktorowi Czerniejewskiemu. W ten sposób wydawana była jeszcze przez 13 lat. Z chwilą, gdy nowemu właścicielowi zaproponowano objęcie redakcji "Gazety Katolickiej", zrezygnował on z wydawania "Gwiazdy Piekarskiej". Ciekawostką jest to, że przez pewien czas przy "Gwieździe Piekarskiej" wydawano "Miesięcznik Żartobliwy. Pismo dla śmiechu i zabawy". Niestety, pierwszy periodyk dotyczący humoru śląskiego z powodu małej poczytności przestano drukować po roku.

Ostatnie próby utrzymania się na rynku.
"Głos znad Brynicy"
utrzymywał się tylko przez rok(1925-1926) i był tygodnikiem poświęconym sprawom oświatowym i społecznym. Charakteryzował się szerokim zasięgiem czytelniczym, obejmującym ogłoszenia Urzędów okręgowych, gmin i parafii z Szarleja, Wielkich Piekar, Brzezin, Brzozowic, Kamienia, Wielkiej Dąbrówki. Redakcja i administracja mieściła się na ulicy Kamieńskiej 52 w Szarleju. Redaktorem wybrano Jana Ludygę, a gazetę wydawano w Bytomiu, a więc w niemieckiej części Górnego Śląska. Zespół redakcyjny tworzyli: Adam Tyran-dyrektor gimnazjum w Szarleju, Wiktor Polak-naczelnik Urzędu Okręgowego w Szarleju, Józef Kałdonek-prezes Wydziału Złączonych Towarzystw w Szarleju. Oprócz publicystyki drukowano wiersze np. Konstantego Damrota, Augustyna Świdra, Juliusza Ligonia, J. Lenartowicza i Maksymiliana Jasionowskiego. Niestety, dotacje gmin i firm kupiecko-rzemieślniczych nie zapewniły gazecie dobrego prosperowania na rynku. W latach trzydziestych istniała także "Gazeta Szarlejsko-Piekarska" wydawana w niewielkim nakładzie 200 egzemplarzy miesięcznie i przekształcona później w "Gazetę Piekarską" wychodzącą dwa razy w tygodniu. II Wojna Światowa spowodowała zanik na pewien czas lokalnych gazet.
Dzisiaj nie ma już drukarni Teodora Heneczka, która w wielkim stopniu przyczyniła się do rozwoju prasy na Śląsku, a w szczególności w Piekarach Śląskich. Cieniem historii pozostanie pamiątkowa tablica na budynku, w którym niegdyś mieściła się drukarnia piekarskiego wydawcy. Obecnie w mieście istnieje oddział "Dziennika Zachodniego", kilka gazet parafialnych np. "Z Piekarskich Wież" przy Bazylice Piekarskiej, "Zwiastun Nieustającej w Kozłowej Górze. Ponadto od roku redaguje się "Przegląd Piekarski". Pierwsze kroki stawia "Głos Piekarski" współpracujący z Radiem Piekary.

DD

Literatura:
H. Rechowicz, Tarnowskie Góry. Zarys rozwoju powiatu, Katowice 1969r.
D. Sieradzka, A, Żydek, Z kart gazet piekarskich, Piekary Śląskie 1995 r.

powrót :: strona główna

Odeszła w zapomnienie

Dziś nie ma to już dla mieszkańców żadnego znaczenia, ale we wcale nie odległej przeszłości w Piekarach Śląskich kursowały pociągi nie tylko towarowe, ale również pasażerskie. Przystanek osobowy w Dąbrówce Wielkiej, stacja w Szarleju i Brzezinach Śląskich. Niewiele z tego zostało. Zabytkowa infrastruktura kolejowa jest dewastowana i niszczona. O jej zachowanie walczy garstka fascynatów skupionych w Stowarzyszeniu Sympatyków Kolei. Dla nich każdy zachowany obiekt jest niezwykle istotny. Na piekarskiej linii kolejowej najważniejsza jest stacja Brzeziny Śląskie, która stanowi ciekawy przykład architektury budownictwa kolejowego z lat 20-tych XX wieku. Czy uda się ją uratować?

Początek

Niekorzystny podział Górnego Śląska w 1922 roku granicą z Niemcami spowodował przerwanie wielu istniejących połączeń kolejowych, szczególnie na kierunku północnym do stacji Tarnowskie Góry, Lubliniec, Herby. Linia kolejowa z Chorzowa do Piekar Śląskich powstała jako konieczna alternatywa dla dawnych szlaków komunikacyjnych. Rząd widząc wynikłe z podziału granicą zagrożenie podjął szereg inwestycji mających na celu dostosowanie istniejących linii kolejowych do zwiększonych przewozów głównie węgla. Wybudowano wiele łącznic i nowych połączeń kolejowych.
W 1924 roku rozpoczęto budowę linii kolejowej z Chorzowa Starego przez Brzeziny Śląskie do Piekar Śląskich. Linia ta omijała tzw. węzeł Bytomski, który pozostał po stronie niemieckiej. Linię kolejową o długości 12,8 km oddano do eksploatacji 5 listopada 1925 roku dla ruchu towarowego, a 1 grudnia 1925 roku uruchomiono ruch osobowy oddając linię do pełnej eksploatacji.
Na linii do Piekar Śląskich wybudowano przystanki osobowe Dąbrówka Wielka i Szarlej-Piekary oraz stacje Brzeziny Śląskie i Piekary Śląskie - Szarlej.

Dzień za dniem
W pierwszym dostępnym rozkładzie jazdy obowiązującym od 1 października 1926 roku pojawiły się pociągi kursujące do Katowic przez Chorzów i Siemianowice Śląskie, jak również przez Hajduki. Pojawiły się także pierwsze składy dalekobieżne Gdańsk-Kraków i Poznań-Kraków.
Linia kolejowa nie oparła się jednak szkodom górniczym. W ciągu pierwszych trzech lat eksploatacji zapadła się o 1,7 metra. Była to najbardziej obciążona linia kolejowa w polskiej części Górnego Śląska. Kursowały wówczas 43 pary pociągów, w tym 18 osobowych.
W 1942 roku niemieckie władze okupacyjne wybudowały brakujący 6-cio kilometrowy odcinek z Brzezin Śląskich do Wojkowic. W ten sposób utworzono nowy ciąg przewozowy. Odcinek ten planowały wybudować władze PKP, ale do wybuchu drugiej wojny światowej pozostały tylko plany.
W wyniku działań wojennych linia kolejowa nie została poważnie zniszczona, dlatego już w 1945 roku uruchomiono ponownie ruch osobowy i towarowy. Przywrócono również polskie nazwy stacji i przystanków osobowych.
Linię kolejową zaliczano jednak do typowo bocznych połączeń kolejowych ze względu na przeniesienie głównego ruchu osobowego z Katowic przez Bytom do Tarnowskich Gór. Jednak dla ruchu towarowego linia kolejowa wciąż stanowiła jedno z głównych podejść do stacji Tarnowskie Góry.

Koniec jazdy
Ruch osobowy na linii kolejowej miał się dobrze do maja 1967 roku, kiedy kursowało aż 58 par pociągów relacji Katowice - Tarnowskie Góry, dwie pary Katowice-Lubliniec oraz pociąg relacji Tarnowskie Góry-Brzeziny Śląskie-Ząbkowice Będzińskie.
Niestety już rok później zapadły niekorzystne decyzje. 31 marca 1968 roku wstrzymano ruch osobowy na odcinku Chorzów Stary - Brzeziny Śląskie, likwidując tym samym przystanek osobowy Dąbrówka Wielka.
W latach 1972 - 1982 ruch pociągów funkcjonuje już tylko na odcinku Brzeziny Śląskie - Tarnowskie Góry i Brzeziny Śląskie - Ząbkowice Będzińskie. Ruch pociągów na odcinku Brzeziny Śląskie - Radzionków Rojca wstrzymano 29 maja 1976 roku, a na odcinku Brzeziny Śląskie - Dąbrowa Górnicza - Ząbkowice ruch pociągów wstrzymano 22 maja 1982 roku. Pociągi towarowe dojeżdżały do stacji Wojkowice, ale decyzją PKP odcinek zamknięto 15 grudnia 1992 roku, a w 1993 roku fizycznie go zlikwidowano wraz z mostem na Brynicy. Linia kolejowa Chorzów Stary - Brzeziny Śląskie - Piekary Śląskie - Radzionków była przeznaczona do elektryfikacji, ale w wyniku zmian ustrojowych w 1989 roku i trudnej sytuacji finansowej PKO ten projekt nigdy nie został zrealizowany.

Dzień dzisiejszy
Na piekarskiej linii kolejowej wciąż prowadzony jest ruch towarowy. Na wagonach transportowany jest głównie węgiel w kierunku Chorzowa Starego i Tarnowskich Gór.
Pierwszorzędny charakter linii kolejowej dawno już przeminął, co zapoczątkowane zostało likwidacją połączeń osobowych. Mimo to, linia nadal stanowi kolejowe połączenie lokalne.
W całości wraz z infrastrukturą zachowała się jedynie stacja Brzeziny Śląskie. Jest także budynek przystanku osobowego w Dąbrówce Wielkiej. To niewiele. Niestety linia, która nie jest eksploatowana szybko niszczeje i jest rozkradana. Dlatego prawie nic się nie zachowało. Zresztą kres tej linii w końcu nastąpi i zostanie całkiem zlikwidowana. W tej chwili podtrzymuje ją przy życiu wydobycie węgla przez dawną kopalnię KWK Andaluzja. Z czasem transport węgla będzie wygaszany, gdyż coraz więcej węgla trafia na ciężarówki. Jeśli kopalnia zostanie zamknięta ostatnia piekarska stacja, Brzeziny Śląskie, także zostanie zamknięta.

Zabytki
Do najciekawszych obiektów na piekarskiej linii kolejowej można zaliczyć nie istniejący już niestety przystanek osobowy Szarlej-Piekary wybudowany w latach 1927-1928. Charakteryzował się on bardzo nowoczesną architekturą, jak na lata, w których powstał. Przystanek ten służył głównie pielgrzymom przybywającym do Sanktuarium Matki Boskiej Piekarskiej.
Drugim zachowanym do dnia dzisiejszego obiektem jest stacja Brzeziny Śląskie. Wygląd stacji nie zmienił się od 1925 roku. Budynek stacyjny, perony, nastawnie i częściowo układ torów są dokładnie takie jak 80 lat temu. Zmianie uległa jedynie sygnalizacja z kształtowej na świetlną. Ciekawa historia wiąże się również z samą nazwą stacji, która leży w granicach dzisiejszej dzielnicy Kamień. W 1925 roku mieszkańcy Kamienia protestowali przeciwko nadania jej nazwy Brzeziny Śląskie. Blokowano drogi, urządzano strajki i manifestacje. Mieszkańcy chcieli aby stacja nosiła nazwę ich miejscowości. Protesty nie przyniosły skutku. Zadecydował fakt, że Brzeziny Śląskie były miastem i posiadały w przeciwieństwie do Kamienia władzę państwową, reprezentowaną przez naczelnika F.Kotucha.
Nie można zapominać o historii. Wciąż niszczona jest zabytkowa infrastruktura kolejowa. Warto zastanowić się nad możliwościami ocalenia zabytkowych obiektów. Stacja Brzeziny Śląskie wraz z całą piekarską linią kolejową mogłaby stanowić ciekawą atrakcję turystyczną. Na Górnym Śląsku nie ma nigdzie skansenu taboru kolejowego. Czy jest szansa, że powstanie właśnie w Piekarach?

Odrodzenie
W dobie wzrastającej liczby samochodów i korkowania się centrów miast dużych aglomeracji, transport szynowy przeżywa swoje odrodzenie w Europie. W Polsce dzieje się to niezwykle wolno. Przyczyną jest brak polityki transportowej państwa, a to powoduje brak takiej polityki na poziomie samorządu lokalnego. Największym problemem jest oczywiście źródło finansowania.
W tak dużej aglomeracji jak Śląska transport szynowy znów zacznie się liczyć. To tylko kwestia czasu. Korkowania miast nie można uniknąć, w korkach tych utkną także autobusy miejskie. Rozwiązaniem może być tramwaj lub nowoczesny autobus szynowy, który jest bezpieczny, szybki i ekologiczny. Takie rozwiązanie to standard w miastach Europy Zachodniej.
Aglomeracja Śląska ma jeszcze jeden atut. Włączenie kolei przemysłowej do systemu kolejowego użytku publicznego utworzyłoby sprawny system transportowy w szynowej komunikacji miejskiej. Mogłaby się w nim znaleźć linia kolejowa z Chorzowa do Piekar Śląskich i dalej do stacji Tarnowskie Góry.

Waldemar Tracz


Kolejowe marzenia Rozmawiamy z Waldemarem Traczem, członkiem Stowarzyszenia Sympatyków Kolei w Piekarach Śląskich

Przegląd Piekarski: Kolej jest aż tak ważna, że warto było zakładać Stowarzyszenie?
Waldemar Tracz:
Dla nas jest. Stowarzyszenie Sympatyków Kolei to garstka osób, prawdziwych zapaleńców, którzy poza pociągami nie wiedzą co się w świecie dzieje. Dla nas nie ma nic ważniejszego. To naprawdę nieliczne grono, liczące zaledwie sześć osób, ale przecież nie ilość jest najważniejsza. Nie chcemy, żeby kolej całkiem odeszła w zapomnienie i staramy się przypominać mieszkańcom o jej istnieniu.

PP: Stąd wystawy w bibliotece...
WT:
Prezentujemy nasze zbiory, archiwa i pamiątki. Szukamy osób, które podobnie jak my fascynują się kolejami i mają coś ciekawego do zaprezentowania. Dzięki temu na wystawach można później oglądać niezwykle ciekawe zdjęcia, a także schematy różnorodnych lokomotyw, które na przestrzeni ubiegłego wieku wyjeżdżały z hal produkcyjnych całej Europy. Zbieramy również rozkłady jazdy, mundury kolejarzy, a także modele lokomotyw. To właśnie wystawy modelarskie cieszą się największym zainteresowaniem. Nie mamy wygórowanych życzeń. Chcemy zapoznawać ludzi z podstawowymi wiadomościami na temat kolei, historii wspaniałych parowozów i uświadamiać im niezwykłość i wyjątkowość tych maszyn.

PP: Któż z nas nie bawił się kolejkami? Znajomi nie śmieją się, że dorośli mężczyźni bawią się jak małe dzieci?
WT:
Faktycznie pierwsze skojarzenie jest oczywiste i dotyczy kolejki dla dzieci jeżdżącej w kółko po pokoju. Prawda jest taka, że modelarstwo jest znacznie bardziej skomplikowane. Po pierwsze trzeba oddać wiernie jakiś fragment rzeczywiście istniejącej lub historycznej linii kolejowej. Im więcej szczegółów i dokładności w odzwierciedleniu prawdy historycznej, tym bardziej atrakcyjny i wartościowy model. Druga rzecz, to tor jazdy. W rzeczywistości kolej nie porusza się po okręgu. To zupełnie inny system, chociaż przyznaję, trudniejszy do odwzorowania na modelu.

PP: Makieta powstanie w Piekarach Śląskich?
WT:
Naszym marzeniem jest stworzenie makiety modułowej w skali 1:120. Ma to być model prawdziwej kolei w miniaturze. Byłaby to oczywiście polska kolej, ze schyłku lat 70-tych. Boczna, górska linia, obsługiwana przez parowozy. Wszystko buduje się na podstawie starych planów, schematów i zdjęć. To jedyna szansa na odwzorowanie rzeczywistości. Już dziś każdy z nas ma jakieś fragmenty tego modelu, które można by spróbować połączyć w całość. Niestety na razie nie mamy się gdzie podziać. Nasz projekt wymaga niemałego pomieszczenia.

PP: Jak duża byłaby to makieta?
WT:
Realnie potrzebna byłaby sala wielkości przynajmniej dwóch sali naszej piekarskiej biblioteki. Myślę, że na porównywalnej przestrzeni moglibyśmy próbować zmieścić całą makietę. I proszę mi wierzyć, ta "dziecięca zabawka" robiłaby na każdym ogromne wrażenie. Przecież kto z nas nie puszczał kolejki...

PP: Jednym z waszych planów jest stworzenie sali tradycji kolejowej. W tym samym miejscu można by zbudować makietę. To realne marzenie? WT: Niestety nikt nie jest zainteresowany ratowaniem zabytków kolejowych. Lepiej je sprzedać na złom niż przygotować do zwiedzania i udostępnić mieszkańcom. Po co sobie robić dodatkowe koszty. Niestety najwięcej oporu naszym planom stawia sama... kolej. Na stacji w Brzezinach Śląskich, dziś pustej i opuszczonej można by wszystko zorganizować. Miejsca nie zabraknie. W ten sposób można by ocalić niezwykle interesujące rzeczy. To ważne, bo na cały Górnym Śląsku nie ma skansenu taboru kolejowego. Nie ma sali tradycji, prawie nikt już nie pamięta parowozów. Naszym zdaniem warto to zmienić.

PP: Mieszkańcy was nie popierają?
WT:
Myślę, że piekarzanie nie do końca zdają sobie sprawę z wartości tych zabytków. I to właśnie próbujemy zmieniać. Temu mają służyć wszystkie wystawy i spotkania. Staramy się poprzez media prezentować nasze poglądy, odsłaniać informacje dotyczące piekarskiej linii kolejowej. Przygotowuję się również do wydania monografii poświeconej właśnie tej linii.

PP: Wszystkie materiały już zebrane, czy wciąż poszukujecie czegoś nowego?
WT:
Nigdy nie będzie tak, że będziemy mieli wszystko. Każda nowa rzecz nas cieszy. Każde zdjęcie, pamiątka, wspomnienie. Dlatego wciąż szukamy nowych materiałów. W tej sprawie można do mnie dzwonić o dowolnej porze dnia i nocy. Zresztą niejedną noc spędziłem już przy telefonie rozmawiając o piekarskiej kolei z różnymi osobami. To prawdziwa miłość i pasja. Od niej nie można się tak po prostu oderwać.


Stowarzyszenie Miłośników Kolei
Jeśli w swoich domach posiadacie Państwo jakiekolwiek pamiątki związane z piekarską koleją, a szczególnie zdjęcia stacji Brzeziny Śląskie i innych przystanków kolejowych w naszym mieście bylibyśmy wdzięczni za ich udostępnienie.
Kontakt: Waldemar Tracz

powrót :: strona główna

Metamorfozy śląskiej mody

Moda ma swoją historię, szczególnie ta ślubna, która na przestrzeni lat przeszła ewolucję. Do końca XIX wieku na terenie Piekar Śląskich, zarówno pan młody, panna młoda, jak i goście, ubierali się na wesele w stroje ludowe - rozbarskie. Takie stroje nosili do 1930 roku, później coraz częściej spotykano młodą parę ubraną już nie w tradycyjne stroje ludowe, ale w miejskie, czyli w garnitur bądź białą suknię.

Ubiór piękny, lecz skomplikowany

Dawny, tradycyjny strój rozbarski był zakładany na specjalne okazje, takie jak niedzielne wyjście do kościoła. Dokładnie taki sam był strój weselny panny młodej. Każda z nich ubierała się w ten sam sposób. Rozbarskie stroje noszono między innymi w Piekarach, Tarnowskich Górach i Bytomiu. To, co urzeka w śląskim kobiecym stroju weselnym, to przede wszystkim bogactwo zdobień, przepiękne kolory oraz wiele dopełniających go elementów. Ubiór kobiecy składa się z białej płóciennej lub batystowej bluzki, wełnianej spódnicy, gorsetu oraz jedwabnego fartucha. Płócienna bluzka posiada szerokie rękawy, zmarszczone nad łokciem, ozdobione falbaną i wykończone misternym haftem. Identycznym haftem pokryta jest także kryza okalająca wykrój szyi. Spódnicę wierzchnią, czyli "mazelonkę" w kolorze szafirowym bądź bordowym, układaną w fałdy, noszono aż na kilku spódnicach. Poszczególne spódnice posiadają swoje nazwy: "odziemek", "wierzchniok", dwie spódnice- jedna biała, druga kolorowa, "fryzka" i "watówka". Fartuch zwany "zapaską" uszyty jest z jedwabiu i posiada wzór kwiatowy, np. kolorowe róże. Gorset- "wierzcheń", w kolorze przeważnie czerwonym lub czarnym, nie jest zszyty ze spódnicą. Charakterystyczny krój gorsetu optycznie wysmukla talię i stwarza sylwetkę zwężoną w pasie a poszerzoną w biodrach. Wycięcie gorsetu koło szyi obszyte jest szeroką wstążką, również z motywami kwiatowymi. Gorsety rozbarskie nie są pokryte haftem. Strój uzupełniają barwne wstążki oraz kilka sznurów korali ze złotym krzyżykiem. Głowę panny młodej zdobi korona przybrana kolorowymi koralami, sztucznymi kwiatami, wstążkami.

"Już mi niosą suknię z welonem..."
Obecnie nie spotkamy już panny młodej ubranej w tradycyjny śląski strój. Dzisiaj w doborze kreacji ślubnych panuje całkowita dowolność. Dominują skrajności, a panie wybierają suknie ascetyczne bądź bardzo bogato zdobione, najczęściej z tafty, jedwabiu. Co więcej, kolorystyka stroju nie ogranicza się tylko do białego koloru.
- Przyszłe mężatki preferują suknie w kolorze ecru z kolorowymi dodatkami. Na czasie jest także kolor bordowy. Wciąż popularne są jednak tradycyjne dodatki takie jak długie rękawiczki na jeden palec, czy klasyczne białe buty - mówi pani Bożena Kurzok z Salonu Mody Ślubnej w Piekarach.
Najnowsze trendy w modzie ślubnej to suknia dwuczęściowa, składająca się z gorsetu odsłaniającego ramiona i dekolt oraz spódnicy rozszerzanej u dołu. Coraz częściej młode piekarzanki wybierają suknie o kroju princeski. Modne są również drapowania i marszczenia, które dodatkowo podkreślają fason sukni. W tym sezonie atrakcyjna kreacja ślubna musi posiadać zdobienia np. naszywane na spódnicy perełki, czy małe sztuczne kwiaty w kolorach bordo, błękitnym, a nawet złotym. Kreatorzy mody kierują się tendencją, że góra sukni powinna mieć klasyczny krój i jak najmniej zdobień, natomiast dół sukni stwarza nieograniczone możliwości dekorowania. Powoli zanika też moda na tradycyjne długie welony i stroiki na głowę. Coraz częściej panie decydują się na krótki welon oraz kwiaty lub perły we włosach.

Staruszka moda
Moda tak jak kobieta zmienną jest. Trudno szukać jej początków. Być może odkryła ją jedna z pierwszych Ew, gdy ujrzała drugą Ewę w stroju ze skóry lepiej skrojonym niż jej ubiór. W ten sposób potoczyło się koło historii. Każdego sezonu nieustanny bój stacza ze sobą tradycja i nowatorstwo. Raz wygrywa jedno, raz drugie. Pozostaje nam tylko czekać aż zwycięży tradycja i do mody powrócą ślubne stroje rozbarskie.

DD

powrót :: strona główna

Piekarska Jerozolima

Z miejscami pielgrzymkowymi związane są bardzo często tzw. kalwarie-kaplice rozmieszczone w terenie dla odprawiania nabożeństw, zwłaszcza Drogi Krzyżowej, nawiązujące do Góry Kalwarii w Jerozolimie. Swoją kalwarię posiadają także Piekary.
Kalwarię piekarską zbudowali górnicy, hutnicy i robotnicy Górnego Śląska na pobliskim wzgórzu blisko Bazyliki Piekarskiej. Sławny piekarski kapelan ks. Alojzy Ficek, po wybudowaniu nowego kościoła, powziął zamiar zbudowania kalwarii na wzgórzu zwanym Cerekwica, przylegającym zaraz do kościoła. Za czasów ks. Bernarda Purkopa, prace nad budową nowych obiektów sakralnych w mieście rozwinęły się na szeroką skalę.

Trud piekarskich rodzin
Zbudowanie piekarskiej kalwarii zawdzięczamy przede wszystkim mieszkańcom i ich rodzinom, którzy całym sercem włączyli się w pracę. Górnicy i hutnicy przychodzili po pracy na teren przyszłej kalwarii i pracowali aż do zmroku, a czasem nawet w nocy. Ich żony i córki przynosiły im posiłki, a następnie pomagały w budowie wykonując lżejsze prace pomocnicze. Miejscowi chłopi także przyczynili się do stworzenia tego obiektu. Stawiali do dyspozycji parafii furmanki z zaprzęgiem i bezpłatnie dowozili materiały budowlane. Dzięki dobrowolnej, a przede wszystkim bezinteresownej pracy mieszkańców znalazły się środki finansowe na zakup materiałów budowlanych, wewnętrznego wystroju obiektów, wyposażenia kaplic. Rozplanowanie kaplic i ścieżek wykonał o. Franciszek Władysław Schneider, który przebywając przez długi okres w Jerozolimie, poznał układ tamtejszej kalwarii. Potem ks. Leopold Nerlich, proboszcz piekarski, rozpoczął budowę kaplic Drogi Krzyżowej. Pracami budowlanymi kierował Karol Ogórek z Szarleja. Figury świętych, które możemy oglądać w każdej kaplicy wyrzeźbione zostały w drewnie i polichromowane. Niektóre są też kute w piaskowcu.

Pałace i Gradusy
Kalwaria piekarska rosła powoli. Ostatecznie wybudowano aż 14 kaplic-stacji Drogi Krzyżowej, zbudowanych w różnych stylach i układzie. Ponadto na terenie kalwarii podziwiać możemy oryginale budowle np. Gradusy, które w całości składają się ze specjalnych schodów. Pątnicy, modląc się przechodzą na kolanach każdy stopień.Ciekawostką jest to, że owe Gradusy(przypominające Scala Sanca w Rzymie)nawiązują do schodów w pałacu Piłata w Jerozolimie, po których Jezus wstępował, gdy szedł na przesłuchanie do Piłata. Jest też kaplica, św. Heleny i grób Matki Bożej. Szczególnie okazały Pałac Kajfasza to dwukondygnacyjna budowla. Na górnej kondygnacji przedstawiono scenę przesłuchania Chrystusa przed Kajfaszem, a na dolnej jego areszt. Do dwukondygnacyjnych budynków należy też kaplica Piłata. Z kolei Pałac Heroda wystrojem przypomina siedzibę królewską. W tejże kaplicy przedstawiono wydarzenia z czasów panowania różnych władców żydowskich o tym samym imieniu: Heroda Wielkiego, Heroda Antipasa oraz Heroda Agryppy.

Walka o kalwaryjski kościół
Stojący na szczycie kalwaryjskiego wzgórza kościół Przemienienia Pańskiego wzniesiono w 1896 roku. Utrzymany jest w stylu neogotyckim i wykonany według projektu architekta Juliusza Karpackiego. Budowę kościoła prowadzono w czasie tzw. walki kulturalnej. Otóż władzom pruskim nie zależało na tym, żeby w Piekarach powstał kolejny kościół katolicki. Dopiero argumentacja, że chodzi o skupienie trzech stacji, mianowicie XI, XII i XIII w jednej budowli, spowodowała ostateczne wyrażenie zgody na kontynuowanie prac budowlanych.

Dotyk Jerozolimy i powiew egzotyki
W kaplicach Drogi Krzyżowej nad drzwiami w drewnianych krzyżach umieszczono pod szkłem kamyki zebrane z tych miejsc w Jerozolimie, które odpowiadały historycznym wydarzeniom przedstawionym w poszczególnych stacjach. Szczególne miejsce na kalwarii zajmuje Ogród Oliwny. Z myślą o nim sprowadzono aż 42 gatunki egzotycznych roślin i krzewów. Oprócz kaplic Drogi Krzyżowej wybudowano też 15 kaplic różańcowych w układzie po 5 kaplic-tajemnice radosne, bolesne i chwalebne. Wszystkie utrzymane są w stylu gotyckim i renesansowym.

Cedron i mauzoleum
W pobliżu wspomnianego Ogrodu Oliwnego przepływał tzw. potok Cedron. W trakcie budowania kopalni "Julian" woda przeciekła do podziemnych górniczych chodników i potok niestety wysechł. Pozostał jedynie most na Cedronie oraz obmurowania brzegów potoku. Uroczysta konsekracja wzgórza kalwaryjskiego nastąpiła za czasów księdza Karola Nerlicha, brata zmarłego poprzednika. Dla uczenia dzieła piekarskiego kapelana, parafianie zbudowali kaplicę mauzoleum w miejscu przejścia z kalwarii na pobliski cmentarz. W kaplicy można zobaczyć rzeźbioną na drewnianym wieku trumny budowniczą działalność tegoż duchownego.

DD

powrót :: strona główna

Dworskie zakamarki

Po zamku Donnersmarcków nie ma już żadnego śladu. Kozłowogórski dwór i jego właścicieli pamiętają jedynie nieliczni najstarsi mieszkańcy okolicy. Zamek ten opisuje w swojej kronice Franciszek Zając. Gdyby nie jego zapiski, historia dworu dawno odeszłaby w cień.

Pierwsze zabudowania dworskie wykonane były z drzewa. Dopiero po przejściu dworu Kozłowogórskiego na własność rodziny Donnersmarcków, stare budynki zburzono. W 1828 roku niemiecki ród książęcy kupił dobra ziemskie od majora Wuntscha, zięcia Jana de Schalscha. Aż do 1867 roku, posesje dzierżawili najpierw hrabiemu Knocków de Wickerode, a potem Mateuszowi Odeldze. Nowe zabudowania postawione zostały dopiero około 1880 roku.


Powrót do przeszłości
"Na terenie starych zabudowań dworskich Donnersmarckowie urządzili park, który ogrodzono wysokim, kamiennym murem"- tak opisuje w kronice Franciszek Zając. Park posiadał aż trzy wejścia-jedno od strony wschodniej (ulica Zamkowa), drugie od strony południowej, a trzecie od północnej. Wszystkie te wejścia zachowały się do dzisiejszego dnia. Od strony wschodniej istnieją pozostałości dawnej bramy-dwa kamienne słupy. Identyczne bramy ze słupami znajdowały się przy pozostałych wejściach do majątku rodziny Donnersmarcków. W parku urządzono staw z płaczącymi wierzbami na brzegach oraz posadzono drzewa-wiele z nich to rzadkie okazy. Posesji pilnowało kilkanaście psów różnych ras. Mimo to, wiejskim chłopcom udało się czasem wkraść przez wysoki mur do parku i nazrywać wiśni czy gruszek. W środku parku właściciele zbudowali w ziemi piwnicę-lodownię, w której przechowywano produkty spożywcze dla rodziny księcia. Pozostałości lodowni częściowo zachowały się do chwili obecnej. Ponadto na terenie parku znajdowała się studnia, z której czerpano wodę dla potrzeb zamku. Ze studni korzystano do czasu doprowadzenia do zamku wodociągu. Moja babcia - Anna Pakuła, która pracowała razem z innymi mieszkańcami Kozłowej Góry u księcia Donnersmarcka wspomina, że właściciele posiadali piękny ogród pełen owoców. - Ogrodem zarządzał ogrodnik narodowości niemieckiej, który razem z rodziną księcia przybył na Śląsk. Pracowałam w ogrodzie razem z jego córką i innymi mieszkańcami Kozłowej Góry. Zbieraliśmy: maliny, gruszki, truskawki, jabłka, porzeczki, brzoskwinie, winogrona, orzechy. Praca ciężka, ale przy zbieraniu mogliśmy sobie jeść z drzew owoce - wspomina babcia.

Po zamkowych krużgankach

W górnej części parku stał zamek, który dochował się do stycznia 1945 roku. Przed I wojną światową i w okresie międzywojennym mieszkała w nim wdowa po Gwidonie Henckel von Donnersmarcku, jego druga żona Rosjanka Katarzyna Slepcow. Z kolei podczas II wojny światowej, w zamku urządzono szpital wojskowy, do którego przewożono z braku miejsc rannych z innych okolicznych szpitali. Zamek wybudowali Donnersmarckowie prawdopodobnie w latach 1870-1875. Częściowo powstał na fundamentach istniejącego już na tym miejscu dworku poprzednich właścicieli. Jak wyglądał zamek? W porównaniu z dawnym dworem był zdecydowanie większy, dwupiętrowy, posiadał wąskie korytarze, okrągłe sklepienia, małe pokoiki na parterze. Z kolei piętra cechowała jak na ten czas nowoczesność. Jacy byli jego mieszkańcy? Rozmawiając z babcią dowiedziałam się, że właściciele dbali o swoich pracowników w przeważającej większości złożonych z mieszkańców wsi.
- Na Boże Narodzenie pani Donnersmarck zaprosiła wszystkie dzieci szkolne do zamku i obdarowała nas świątecznymi paczkami. Weszliśmy do wielkiego holu z szerokimi schodami, pośrodku stała pięknie ubrana i oświetlona choinka, śpiewaliśmy niemieckie kolędy. Pamiętam ten obraz bardzo dokładnie. Wówczas nikt w domu takiego luksusu nie posiadał, większość mieszkańców żyła skromnie. W paczce dostałam niebieską sukienkę, owoce, orzechy i czekoladowe pierniki w kształcie serc - opowiada moja babcia. Babcia pamięta także niektórych mieszkańców dworu.
- Książę Donnersmarck poruszał się na wózku inwalidzkim i zawsze wokół siebie miał czterech pracowników do pomocy. Nosił jesionkę, kapelusz z piórkiem- kojarzył mi się wtedy z myśliwym. Często miał ze sobą lornetkę. Jego żona ubierała się skromnie, zawsze towarzyszył jej mały piesek. Była już starsza, więc chodziła pod laską. Mieli dwóch dorosłych i żonatych synów. Ubierali się podobnie jak myśliwi-głównie w stroje koloru zielonego i czapki z piórami.

Niewyjaśniona tajemnica
Kto podpalił zamek w 1945 roku, tego do dzisiejszego dnia nikt nie wie. Jedni mówią, że zrobili to Niemcy, inni, że stacjonujący wówczas we wsi Rosjanie. Babcia obserwowała pożar zamku z okien domu, ale zaraz po spaleniu ruin nie widziała. Sądząc z jej relacji, pożar musiał być ogromny.
- Pamiętam, jak zamek się palił. Wszystko było w ogniu. Z daleka było widać ogromną, czerwoną łunę. Podpalenia dokonano zimą. Po pożarze chciałam pójść zobaczyć zniszczenie, ale rodzice ze względu na moje bezpieczeństwo nie pozwolili. Wtedy było niebezpiecznie, wszędzie wojsko, broń. Pozostałości po zamku mieszkańcy zabierali. Z cegieł i kamieni wybudowano wiele domów mieszkalnych w Kozłowej Górze. Zachowały się jedynie słupy bramy od strony wschodniej, fragmenty lodowni i zabudowania dworskie.

Cień historii
Nie ma już zamku, ale pozostała historia. Historia spisana odręcznie na kartach kroniki Franciszka Zająca...

DD

powrót :: strona główna

JAK POWSTAŁY PIEKARY?


Yi - Fu - Tuan autor książki pt. "Przestrzeń i miejsce" stwierdził, że w ludzkim doświadczeniu środowiska miejsce odgrywa rolę szczególną. Najważniejszym typem miejsca dla człowieka są jego strony rodzinne, czyli prywatna ojczyzna. I taką ojczyzną dla wielu z nas są właśnie Piekary Śląskie. Miejsce zabarwione silnymi uczuciami.

Na początku warto przypomnieć krótką historię naszego miasta. Starsi mieszkańcy znają ją zapewne dobrze, ale nie zapominajmy o przybyszach i młodym pokoleniu.
Z powstaniem naszej miejscowości związana jest pewna legenda. A oto ona. Pod koniec Xw. W puszczy piekarsko - szarlejskiej ukryło się dwoje ludzi. Był to młody czeladnik Ziemomysł, który przekupił straże opolskiego grodu na Pasiece, porwał córkę komesa Bogumiłę i uciekł z nią w piekarskie lasy. Ukryli się w pobliżu wzgórza zwanego Górą Bartłomieja. Młodzi byli bardzo pracowici, zbudowali chatę, łowili ryby, uprawiali rolę. Na początku było im ciężko, jednak już po 5 latach mieli ładny domek, wykarczowali kawał lasu, doczekali się 6 synów i 3 córek. Z czasem córki i synowie zaczęli zakładać własne rodziny i osiedlać się w pobliżu Góry Bartłomieja. I tak powstała słynąca z zamożności osada. Ludzie z sąsiednich terenów przyjeżdżali tu po wyroby piekarnicze, które wypiekał Bartłomiej. Jego ciasta i pierniki uważano za najlepsze w okolicy, którą nazwano Piekary. Tyle legenda.
Najprawdopodobniej jak podaje K. Żydek w książce Od Pecare do Piekar Śląskich nazwa Piekary pochodzi od pieczar , tj. wyrobisk górniczych, sztolni i przekopów. W Szarleju znajdowało się wiele pokładów bogatych we srebro, które zaczęto eksploatować. Na wieść o tym przybywali tu nowi osadnicy, wznoszono domy, rozwijało się górnictwo, rzemiosło, rolnictwo i handel, co stwarzało materialne podwaliny do rozwoju Piekar.

Zapewne mało kto słyszał, że Piekary zwano także Zwierzowem, albo Zwierzyńcem. Z nazwą tą związana jest inna legenda. Działo się to za czasów Bolesława Chrobrego. Dworzanie, którzy często przybywali na ziemię bytomską, donieśli władcy, że pośród gęstej puszczy, nad rzeką Brynicą, znajduje się osada, której mieszkańcy wydobywają srebro. Chciwy bogactwa król pojechał w te strony. W drodze zachwycił go wielki porządek i gospodarność żyjących tu ludzi. Zaś wszyscy mieszkańcy piekarskiej osady wyszli pozdrowić władcę. Król zaś odezwał się w te słowa:
Widzę, żeście tę oto ziemię dzikiej puszczy i srogim zwierzom odebrali, a zwojowawszy nie mieczem i krwią, ale pracą i potem, przymnożyliście ojczyźnie wiele bogactw. Ponieważ dużo tu zwierza było, na którego w tych okolicach polowałem przeto wieś ta Zwierzów odtąd zwać się będzie.
Nie zapominajmy tych pięknych opowieści związanych z naszym miastem, z naszym lokalnym mikrokosmosem.

Przy pisaniu artykułu korzystałam z książki K. Żydka pt. Od Pecare do Piekar Śląskich, Piekary Śląskie 1972.

Dominika Ogrodnik

powrót :: strona główna

Obraz, który czyni cuda


Dzieje obrazu Matki Boskiej Piekarskiej są przedmiotem kultu, Co roku pielgrzymują do Piekar Śląskich kobiety, mężczyźni, chorzy..., aby u stóp cudownego obrazu podziękować i prosić o łaski.
Według zachowanej legendy ludowej, cudowny wizerunek Matki Boskiej miał się znajdować na długo przed wybudowaniem drewnianego kościoła w Piekarach, w małej przydrożnej kapliczce.

Z ziemianki na salony
Pierwszą pełniejszą wiadomość o piekarskim obrazie podaje pod datą 1659 rok "Historia Residentiae et Stempli Societatis Jesu Piekarii". Właśnie w tym roku nowy proboszcz piekarski przeniósł z bocznego ołtarza zapomniany i zakurzony obraz Matki Boskiej i umieścił go w głównym ołtarzu. Z podań wynika, że obraz zachował się w okresie działania przy piekarskim kościele ministra protestanckiego, tylko dzięki temu, że był umieszczony w bocznym ołtarzu i nie rzucał się zbytnio w oczy.

Bizantyjska Maryja
W kolejnych latach zaczął rozwijać się na szeroką skalę kult obrazu. Oryginalne malowidło zakryte jest wotywnymi sukienkami i koronkami z wyjątkiem rąk i twarzy. Dzieło nie zostało namalowane na papierze, czy płótnie, lecz na... desce lipowej (z kredowym podkładem) o wymiarach 129x92 cm. Przedstawia Maryję z Dzieciątkiem w tradycyjnym typie Panagia-Hodigitria z kaplicy w Bizancjum.Matka Boska w prawej ręce trzyma jabłko. Niektóre szczegóły obrazu odbiegają jednak od bizantyjskiego pierwowzoru. Otóż układ głowy Madonny oraz Dzieciątka, a także układ szat wskazują na pochodzenie obrazu ze szkoły czeskiej. Namalowanie obrazu datuje się mniej więcej na 1500-10 rok. Pierwowzór obrazu posiada cechy stylu bizantyjskiego, powszechnie spotykanego w malarstwie religijnym do XIV wieku.

Natchnienie twórcy czy żywy model?
Nie wiadomo, czy nieznany twórca rozsławionego na cały świat obrazu kierował się natchnieniem czy może miał przed sobą żywą postać kobiety z dzieckiem na rękach i według tegoż wzoru stworzył dzieło. Bowiem okazuje się, że od początku renesansu, postać Matki Boskiej nie malowano z natchnienia, ale według konkretnego modelu. Na płótnie, czy desce uwieczniano np. piękną kobietę z dzieckiem,przypadkowo spotkaną na ulicy.

Cuda i dziwy
Sława obrazu sięga 1676 roku, kiedy to w Tarnowskich Górach wybuchła zaraza. Ustąpiła dopiero po złożeniu ślubu odbywania corocznej pielgrzymki do Piekar po święcie Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny. Mieszkańcy Tarnowskich Gór do dzisiejszego dnia wiernie realizują przyrzeczenie i pielgrzymują do Piekarskiej Matki.

Wierzyć czy nie wierzyć?
Wieści o cudownym obrazie rozchodziły się szybko, a do miasta pielgrzymkowego przybywało coraz więcej ludzi. Jednak wiadomość o cudach przed obrazem niektórzy przyjęli sceptycznie i z niedowierzaniem. Ostatecznie powołano specjalną komisję, w celu zbadania całej sprawy. Nie obyło się bez kontrowersji. W 1678 roku doszło do rewolty chłopskiej, gdy przybyli komisarze przystąpili do usuwania obrazu Madonny z głównego ołtarza. Cały spór oparł się nawet o cesarza, który przychylnie ustosunkował się do powstania miejsca pątniczego. Obraz wprawdzie wrócił na swoje dawne miejsce, ale przez niektórych nie był uważany za cudowny. Ostatecznie jednak obraz Matki Boskiej Piekarskiej ogłosił jako cudowny arcybiskup Pragi Jan Fryderyk Wallstein. W dużej mierze przyczyniło się do tego przewiezienie ikony do Pragi na specjalne życzenie cesarza Leopolda I w 1680 roku. W mieście, bowiem panowała zaraza. Po uroczystej procesji z cudownym obrazem zaraza zupełnie ustąpiła.

Wędrówki obrazu
Obraz Madonny odbył wiele wędrówek i to nie tylko tych dobrowolnych. Kiedy w 1683 roku zawisła nad całym Śląskiem groźba najazdu tureckiego, a Piekary pozbawione były podstawowych umocnień obronnych, malowidło wywieziono do Nysy, a potem do zakonu Jezuitów w Opolu. Dzieło powróciło do Piekar, gdy niebezpieczeństwo najazdu wroga minęło. Król Jan III Sobieski odwiedzając Piekary zastał na miejscu jedynie kopię cudownego obrazu, gdyż podczas wojny północnej ponownie przewieziono ikonę do Opola. Od tego czasu oryginał znajduje się w tym mieście, a my mamy okazję podziwiać jedynie jego kopię. Po kasacie zakonu Jezuitów w 1733 roku, obraz przeszedł pod zarząd państwowy, by w 1813 roku zostać przeniesiony do kościoła parafialnego Świętego Krzyża. W Piekarach natomiast pozostała replika obrazu z XVIIw.

Uroczysta koronacja i wielkie pielgrzymki
15 sierpnia 1925 roku, obraz Madonny Piekarskiej uroczyście koronowano. Korony podarował i poświęcił osobiście papież Pius XI. Obraz stanowi centrum kultu maryjnego, do którego przybywały i przybywają liczne pielgrzymki z kraju i zagranicy. Źródła wskazują, że najstarsze pielgrzymki odwiedzające Piekary datowane są na 1676 rok(Tarnowskie Góry) i 1681 rok(Opole). Kto odwiedzał Piekary? Księżna Lanckorońska, księżna Holsztynu-Karolina Brzeska, ostatnia z rodu Piastów. Przybywały też całe rodziny książęce. Okres międzywojenny należy do pierwszych pielgrzymek stanowych kobiet i mężczyzn. Wytrwałym pielgrzymem był również Karol Wojtyła, który będąc jeszcze kardynałem często modlił się u stóp cudownego obrazu.
Tradycja pielgrzymowania do cudownego obrazu nadal jest żywa. Ludzie przybywają z najdalszych zakątków kraju i zagranicy, aby pokłonić się Pani Piekarskiej. Przybywają ze swoimi prywatnymi sprawami, problemami, prośbami. Nawet postępująca na świecie laicyzacja nie jest w stanie pokonać odwiecznego kultu pielgrzymek.

DD

powrót :: strona główna

Przed obliczem cudownej pani

Czym byłyby Piekary bez swej ukochanej Panienki? To właśnie przed jej cudownym obliczem od wieków modlą się mieszkańcy i rzesze przybywających pielgrzymów.

Jak dotychczas nie udało się ustalić, skąd obraz Matki Boskiej Piekarskiej pochodzi. W kronice z roku 1677 założonej przez Ojców Jezuitów czytamy "O obrazie na desce lipowej długości dwuch łokci i odpowiednio szerokiej malowanym wiadomo tylko tyle, że w roku 1318 poświęcono na cześć Poczęcia Panny Maryji lewy ołtarz przy sakrystji". Znaczy to, że nie ma pewności, czy obraz od początku znajdował się w Piekarach, czy został sprowadzony później. Śląski konserwator Lutsch, uważał, iż pochodzi on prawdopodobnie z II połowy XVII w, ale namalowano go według starszego wzoru. Wyglądał on inaczej niż obecnie, gdyż całość z wyjątkiem twarzy pokryta była sukienkami wotywnymi.
Na podstawie różnych właściwości stylowych, można wywnioskować, że pierwowzór piekarskiego obrazu namalowany został w XIV lub I poł. XVw. Zapewne zamówiono go do Piekar, gdy stanęła tam pierwsza świątynia czyli na początku XIV w. Jedna z legend mówi o tym, że obraz znajdował się tu w jednej z kapliczek jeszcze o wiele wcześniej, przed wybudowaniem kościoła.

Warto się zastanowić, co powoduje, że wizerunek ten jest nam tak drogi? To z pewnością tak bliska ludziom Matka Boska o przenikliwej lecz jakże łagodnej twarzy. Modlący jest pewien, że Maryja na niego patrzy i nie gardzi żadną z próśb. Pełni zawierzenia powtarzamy: "Piekarska Pani cudami słynąca módl się za nami". Trochę inne jest Dzieciątko, jego oczy zwrócone są ku wieczności, zaś prawą ręką udziela błogosławieństwa. W lewej ręce trzyma książkę, która przypomina wiernym, że syn boży jest nauczycielem świata. To, że Maryja nie tuli Dzieciątka, powoduje, że odbieramy ją nie tylko jako Matkę Chrystusową, lecz przede wszystkim naszą, tą do której nie wahamy się udać w każdej potrzebie. August Hlond pisał "Obraz piekarski nie tylko z marmurowego ołtarza spoglądał niebiańskim wzrokiem na śląskie pokolenia. On każdy śląski dom zdobił (...). Tak klękały przed cudownym obrazem pokolenia, jedno po drugim"
I rzeczywiście mijają wieki, przemijają kolejne pokolenia, a piekarska świątynia jest niczym to centrum, gdzie zawsze można przyjść, gdyż " Lepszej od Ciebie matki nie mamy, Co by w błękity wiodła nas cnót".

Przy pisaniu artykułu korzystałam z książki: Piekary, Pamiątka koronacji Cudownego Obrazu Matki Boskiej Piekarskiej, Piekary Śląskie 1925.

Dominika Ogrodnik-Jendrzejczak

powrót :: strona główna

Zwyczaje Wielkanocne

Dawniej, kultywowano zwyczaj chodzenia z Goikiem w drugie święto wielkanocne. Goik miał symbolizować szczęście i dobrobyt. Niestety, tradycja składania życzeń świątecznych z Goikiem uległa zapomnieniu. . Pozostał jedynie Śmigus-Dyngus, który po latach zmienił swoją formę na bardziej... wulgarną i chuligańską.

Franciszek Zając w swojej kronice "Gromada. Kozłowa Góra, 1966 rok" pisze: W drugie święto wielkanocne, dziewczęta z przystrojonym Goikiem(drzewko świerkowe wysokości około 1m) chodziły pojedynczo albo w dwójkę lub trójkę od domu do domu i śpiewały piosenkę następującej treści:

Do tego domu wstępujemy, szczęścia, zdrowia wiynsujemy
Nas Goik zielony pięknie ustrojony.

Piosenka przekazana kronikarzowi przez Franciszkę Drajhan składała się z aż VIII zwrotek i z jej treści wynikało, że dziewczęta przyszły gospodarzom złożyć życzenia z okazji świąt. Jak wyglądał Goik? Otóż przystrajano go tradycyjnie malowanymi jajkami, kolorowymi wstążkami. Odwiedzające panny, zawsze dostawały od gospodarza drobne upominki w postaci np. jajek, cukierków, orzechów.
Także Śmigus- Dyngus doczekał się przyśpiewek ludowych:

Przyszliśmy tu po śmiguście, ale nos tys nie łopuście
Gęgory, gęgory wypuscejcie dziołchy z komory
Bo jak nie wypuścicie to wom wszystkie gorki wytrzaskomy
Ino jeden łostawiymy co na kawa.

Powyższe słowa wypowiadane były przez chłopców z Kozłowej Góry idących oblać wodą panny. Oczywiście groźby dotyczące tłuczenia garnków były mocno przesadzone, a nawet niepotrzebne, gdyż dziewczęta z niecierpliwością czekały na poniedziałek wielkanocny. To, że chłopcy przyszli jak mawiano "po śmiguście", dziewczęta uważały za rodzaj wyróżnienia i powodzenia. Starsze panny wiązały nawet z tym obrzędem nadzieje na szybkie zamążpójście. Oblanie wiadrem wody stanowiło dla młodej panny pewnego rodzaju nobilitację w świecie żeńskim-taka uważana była za atrakcyjną i miała powodzenie wśród mężczyzn.

DD

powrót :: strona główna

Marzanna i Marzaniok

Zwyczaj topienia Marzanny niestety powoli odchodzi w zapomnienie i jeśli jest kultywowany to zazwyczaj przez uczniów i przedszkolaków, którzy topiąc kolorowe kukły wypatrują wiosny. Niegdyś topienie Marzanny było wielką ceremonią i uciechą nie tylko dla najmłodszych...

Nie tylko Marzanna
Wraz z nastaniem wiosny, młodzież z Kozłowej Góry zbierała się, aby pożegnać zimę. Spotykano się zazwyczaj w mieszkaniu takiej rodziny, która tradycyjnie, od lat zajmowała się strojeniem Marzanny. Co ciekawe, nie tylko strojono Marzannę, ale także przygotowywano męski odpowiednik Marzanny, czyli tzw. Marzanioka. Robiono dwie kukły ze słomy, jedną ubierano w strój kobiecy, natomiast drugą w męski.

Scyrbata Marzanna
Pod wieczór z tak przygotowanymi kukłami udawano się nad rzekę Brynicę. Obchodom zawsze towarzyszyły śpiewy i muzyka. W Kronice Franciszka Zająca zamieszczona została jedna z rubasznych przyśpiewek towarzyszących topieniu Marzanny:

"Moja Marzanecka z folwarku, ma łona korale na karku,
Moja Marzanecka jest pani, zaglądają za nią bergmani,
Moja Marzanecka bogato, ma łona wesele na lato,
Moja Marzanecka scyrbato, za to ustrojono bogato."



Wielkie rozbieranie
Przy śpiewach i muzyce dokonywano rozbierania najpierw Marzanny, a potem Marzanioka, następnie kukły topiono w rzece Brynicy. Wierzono, że odpływające prędko z nurtem rzeki kukły, oznaczały szybkie odchodzenie zimy, ustanie mrozów, odwilż i nadejście wiosny. Zwyczaju topienia męskiego odpowiednika Marzanny- Marzanioka zaprzestano bardzo szybko. Dziś zwyczaj topienia Marzanny nie jest obchodzony tak hucznie jak kiedyś.

DD

powrót :: strona główna

Tajemnicze przejście, zbójcy i winnice, czyli wszystko o Winnej Górze w Kozłowej Górze

Winna Góra, czyli najwyższe wzniesienie na terenie Kozłowej Góry, istnieje do dziś i ma swoją długą historię. Przy dobrej pogodzie jak pisał Franciszek Zając w swojej kronice, można zobaczyć wieżę na Jasnej Górze, a za pomocą lornetki nawet zarys Tatr!

W kręgu legend
O Winnej Górze mierzącej 32 cm nad poziomem morza krążyło wśród mieszkańców wiele legend. Powszechne były pogłoski o tym, że na niej znajdowało się tajemnicze wejście do podziemnego ganka łączącego zamek świerklaniecki z Winną Górą. Sądzono również, że w średniowieczu z tego wzniesienia zbójcy obserwowali drogę prowadzącą z Bytomia poprzez Kozłową Górę, Świerklaniec, Żyglin aż do Opola i napadali kupców wiozących tamtędy towary. Legendę o podziemnym przejściu łączącym Kozłówkę z zamkiem świerklanieckim mieszkańcy Kozłowej Góry snuli częściowo z tajemniczej wieży usytuowanej na samym wierzchołku góry - pisze w kronice F. Zając. Owa wieża spełniała zadanie obserwacyjne i służyła do celów wojskowych w czasie I wojny światowej. Wybudowana po trzecim rozbiorze Polski zachowała się niestety do 1947 roku. Według opowiadań jednego z mieszkańców wsi, Jana Hojki, zanim wybudowano punkt obserwacyjny, stało tam podobno tajemnicze zamczysko.
Wapiennik zastał Kozłową Górę drewnianą, a zostawił murowaną.
W I połowie XIX wieku istniał na Winnej Górze wapiennik. Był on własnością dworu i służył głównie jego właścicielom. Dzięki niemu miejscowe dworskie obiekty mieszkalne i gospodarcze znacznie się rozbudowały, a w większości drewniane budynki zastąpiono murowanymi. Pyłem wapiennym likwidowano zachwaszczone pola, a niewielkie ilości wapna właściciele dworscy odsprzedawali chłopom. Ponieważ wapiennik posiadał konstrukcję tunelową, toteż wyjaśniają się przypuszczenia i legendy dotyczące owego tajemniczego przejścia.

Nadreńskie inwestycje
Na przełomie XVIII i XIX wieku, właścicielem dworu kozłowogórskiego była rodzina Schalschów. Jan de Schalsch uważał, że przylegająca do dworu Kozłówka doskonale nadaje się na uprawę winorośli. Wzorem uprawianych winnic na górzystych terenach Nadrenii postanowił zasadzić na południowym stoku wzniesienia krzewy winnej latorośli. Niestety, winogrona nie dojrzewały, gdyż góra nie posiadała odpowiednich warunków na winnicę. Mimo zbudowania długiego, wysokiego muru, w celu ochrony przed wiatrem i zimnem krzewów, nie udało się uratować plantacji. Dziś nie ma już śladu po winnicy. Pozostała jedynie niemiecka nazwa - Winna Góra (wcześniej nazywana przez mieszkańców Kozłówką).

Bażanty, ogród warzywny, sad i kurnik
Po nieudanych próbach urządzenia winnicy, hodowano do I wojny światowej na szeroką skalę bażanty. U podnóża Winnej Góry założono pod koniec XIX wieku ogród warzywny i sad owocowy, a w 1950 roku wybudowano kurnik.
Czasy się zmieniają i obecnie nie ma już wieży obserwacyjnej, winorośli, muru, bażantów i kurnika. Mimo to Winna Góra nadal istnieje. Przetrwała czasy najdawniejsze, dwie wojny światowe, kolejnych właścieli dworu. W ładną pogodę zachęcamy do zorganizowania wycieczki na Winną Górę. Z jej szczytu rozciąga się piękna panorama miasta.

DD

Na podstawie kroniki Franciszka Zająca "Gromada Kozłowa-Góra, 1966 rok".

Copyright © 2006/2007 Krzysztof Turzański