Przestrzeń artystycznych wyobraźni

Zobacz tematy:


Bilans


Koń by się uśmiał


Tanie państwo


Na psa urok


powrót :: strona główna

Bilans

Kapela rżnie. Ostro. W końcu to rockowy zespół. Zwykle nie tak to wygląda na weselu. Jest czadowo. Nie myślę o niczym, daję się porwać muzyce. Tańczę. Tańczę. Tańczę. To jest jak trans. Szklanka soku. Musi być nieźle, bo zwykle na swoich imprezach wszystko mnie irytuje, wszystko jest nie tak. Tym razem jest idealnie. Tańczę. Chyba nie zjadłem nic z tego, co serwowali kelnerzy. Pamiętam tylko lody. Tańczę. Tańczę. Tańczę. Mam piękną żonę.
W tym samym czasie w szpitalu w Bydgoszczy Mirek walczy o każdy oddech. Rurka w gardle na pewno mu przeszkadza. Nie poddaje się. Cierpi. Nie mówi tego, ale można to odczytać z jego twarzy. Inny już dawno by się poddał. Ale nie on.


Przed kościołem na gości runął deszcz. Zmokli. Zaczęło się nie najlepiej, chociaż... Na brak atrakcji nie można narzekać. Uroczystość zaczęła się z opóźnieniem. Ksiądz był wspaniały. Ciepły, serdeczny, przyjacielski... Zapamiętam to do końca życia. I brawa. Brawa w kościele. Malutkim, ciasnym, drewnianym i dzięki temu bliższym Boga.
Kapela rżnie. Chłopaki wyraźnie się rozkręcają. Goście też. Wódka płynie. Tańczę. Tańczę. Tańczę. W przerwach też. Szkoda czasu na siedzenie przy stole. Zresztą... kapela znów rżnie.
Do końca nie było wiadomo czy ojciec przyjdzie, ale był. Udzielił błogosławieństwa. Nawet zgolił brodę. Specjalnie na tę okazję. W końcu zawsze chciał mieć córkę. Teraz ma. Specjalny utwór dla niego. Przecież musi zatańczy. Tańczy. Ja kołyszę się obok i patrzę. Dobrze widzieć uśmiech na tej twarzy. To prezent. Może o tym nie wie, ale to na pewno prezent. Jeden z najlepszych. Jest dumny. Jest zadowolony. Jest uśmiechnięty. To wspaniały prezent. Trzeba tylko umieć to docenić.

Kapela rżnie. Trzy gitary. Perkusja. Wokalista całkiem odjechany. Łoją na maksa. Czad. Tańczę. Tańczę. Tańczę. Ludzie wokół skaczą. Śpiewają. Krzyczą. Kapela rżnie.
Znów jest gorzej. Znów Oddział Intensywnej Terapii. Kolejna minuta. Kolejna godzina. Kolejny dzień. Lekarz w białym fartuchu wzrusza ramionami. Diagnoza? Taka jak zawsze. Noc będzie najgorsza. I była. Tak jak poprzednie. To samo łóżko. Ta sama rurka w gardle.
Kapela rżnie. Ludzie nie mają już sił, lecz ja wciąż tańczę. Tańczę. Skaczę. Krzyczę. Moja żona jest przy mnie. Kocham ją. Inni mają już dość, lecz my wciąż na parkiecie. Kapela rżnie. Ostro.
Mama odwiozła ojca do domu. Miał już dość. Za dużo alkoholu. Za dużo wrażeń. Ale dobrze, że był. Goście też już powoli się żegnają.

Kapela wciąż rżnie. Ostatni utwór. Jeszcze jeden. I z dedykacją. Na koniec... ostro. Są wspaniali. Zapamiętam tę imprezę. Nawet się ze mnie śmiali: on chyba nigdy nie był na weselu... Ale chyba też dobrze się bawili. Więc kapela znów rżnie. Tym razem na pożegnanie.
Ranek bez bólu głowy. Hotelowy pokój, wanna pełna gorącej wody i śniadanie do łóżka. Życie pełne przyjemnych chwil. Prezenty, kwiaty... Jak w bajce. Niestety bilans zawsze wychodzi na zero. Telefon. Dziesięć sekund i czar prysł. Krótko i bez owijania w bawełnę. Ojciec w szpitalu. Udar. Jest nieprzytomny. W Bydgoszczy zmarł Mirek. Koszmarny sen.
Mirek odszedł. Już się nie męczy. Byliśmy w Bydgoszczy kilka miesięcy wcześniej. Poznał moją żonę. Miał w sobie tyle ciepła. Dziś myślę sobie, że ostatnie dni i godziny walczył dla mnie. Tylko tyle mógł zrobić. Wiadomość przyszła po, nie przed imprezą.
Ojciec wciąż jest nieprzytomny. Nic nie wiadomo. Rokowania. Nadzieje. Spekulacje. Tak czy inaczej będzie źle. W każdym razie gorzej. Zdaniem lekarzy już się nie obudzi. Ale wczoraj był sobą. Po raz pierwszy od trzech lat.

Kapela rżnie. Ostro. Ten dzień był szczególny. Składał się z dziesiątek drobnych zdarzeń, gestów i słów. Z atmosfery kościoła. Szczęścia rodziców. Obecności przyjaciół. Szaleństwa młodych. Jeszcze kilka chwil wcześniej byłem pewien, że nie zmieniłbym nawet najdrobniejszej z tych rzeczy.
Łzy spływają po policzkach. Gdzieś znikło całe uniesienie. Dziś oddałybym wszystko, żeby coś zmienić. Zadzwonić. Powiedzieć. Zrobić. Dziś już na to za późno. Czas płynie. Moja żona jest przy mnie. A kapela? Kapela wciąż rżnie. Ostro.

Śpij dobrze Tato. Śpij dobrze Mirku.

powrót :: strona główna

Koń by się uśmiał

Śmiałby Fredro się i Wiech,
Z tego, że niezdrowym śmiech.
Że wesołość, życie z ikrą,
Rzeczą może stać się przykrą.

Choć to wielce niedorzeczne,
Śmianie dzisiaj niebezpieczne.

Cóż, że w Polsce wszędzie, wkoło,
Żartobliwie, wręcz wesoło,
Kiedy humor, dowcip - Boże!
Ością w gardle stanąć może.

Dziś za śmichy, chichy, rżenia,
Trafić można do więzienia.

Są dziedziny takie życia,
Z których zarżysz i do kicia!
Lub obecną modą dziwną,
Mogą cię ukarać grzywną.

Humoreska i satyra,
Więziennego ma smak wyra.

Pogląd się obecnie szerzy:
Śmiać się głośno nie należy!
Zrywać boków, szarpać schabów,
Z pewnych rzeczy, bo są tabu.

Nie okraszać wesołością
Tego co jest dziś świętością.

Na tematy zakazane,
Śmiać się dzisiaj nam nie dane:

Z europosła, choć świntuszek,
Z bliźniąt wszelkich, w tym z kaczuszek,
Z gościa, który budżet łupi,
Z polityka, chociaż głupi.

Z koalicji, cóż że chora!
Z radia ojca dyrektora,
Ze skarbówki, ZUS-u, sądu,
Z urzędników, z posłów, z rządu.

Zwłaszcza z wice (sza!) premiera.

Et cetera, et cetera...

Sam Wiech w grobie się przewraca,
Że śmiech dzisiaj nie popłaca.
Zamiast śmiechem licho kusić,
Nieraz lepiej się udusić.

Żarty, owszem, lub piosenki,
Lecz na temat... Łukaszenki.

Andrzej Dynkiewicz

powrót :: strona główna

Tanie państwo

Na ludu liczyć może uznanie
Rząd, co utworzyć chce państwo tanie.
Takie gdzie władza, rządząca kasta,
Forsą z podatków naszych nie szasta.

Wszak dla narodu racją nadrzędną,
By władza była władzą oszczędną.

Cieszy się naród - istne wesele!
Gdy grosz nie idzie na duperele.
Forsę przeznacza się nie na śmieci,
A sama władza przykładem świeci.

Niejeden Polak marzy po cichu,
O skromnej władzy - dość już przepychu!

Po pierwsze zatem, skoro dość grandzie,
Niech się ubiorą, jak lud, w ciuchlandzie.
Nie żeby zaraz obdarci, nadzy,
Lecz ciut skromności przyda się władzy.

Stary łach nosi się pierwszorzędnie!
Modnie i schludnie, a i oszczędnie.

Oczy narodu pewnie ucieszy,
Konwój rządowy, oszczędny, pieszy.
Bo choć na świecie widok to rzadki,
Wnet na paliwo spadną wydatki.

Furda, że dziury, na szosie ślisko,
Per pedes zdrowo i ludu blisko.

Nieraz przyprawia nas o ból głowy
Ile wydaje się na rozmowy.
Ciągle nawija ktoś do komórki,
A to do żony, a to do córki.

Na telefony koszty przesadą!
Taniej zakupić gołębi stado.

Można bez końca tak by pierniczyć,
Lecz na oszczędność nie ma co liczyć.
Nie ściśnie władza pasa, za Boga!
Ona, z urzędu, jest bardzo droga.

Nie ma władz takich, no... może w niebie,
Które szukają forsy u siebie.

Zero obawy, że się zamorzy
Władza nie schudnie, raczej rozmnoży.
Setki urzędów powstanie jeszcze,
Z czegoś żyć trzeba, władza nie leszcze.

Kto pas zaciśnie, zmniejszy wydatki?
Jak zwykle naród i koniec gadki.

powrót :: strona główna

Na psa urok

Żadna w Polsce koalicja
Długo nie trwa, to tradycja.
Widzi przecież nawet ślepy,
Każda silna, a brak krzepy.

Od lat w kraju, wręcz niezdrowy!
Wszelki układ jest grupowy.

Chociaż to cokolwiek głupie,
Politykom szkodzi w grupie.
Wspólny program, sztandar, tarcze,
Niby dobre, a tu charcze.

Ledwo w jedność się połączą,
Zwiążą w całość i... poplączą.

Każdy chciałby rządzić solo,
Od wspólnoty zęby bolą!
Bo choć, ot podobni dębom,
Każdy chodzi z krzywą gębą.

Skąd miast siły zdań różnica?
Tkwi w tym jakaś tajemnica.

Jedni mówią, drudzy twierdzą:
Koalicje w Polsce śmierdzą!
Dobrze chociaż że w przenośni,
A i tak my nie radośni.

Fakt, że biorą się za bary,
To są chyba istne czary.

Przyjdzie taki, co zazdrości,
Tej harmonii, tej miłości,
Od samego drań już rana,
Bawi co dnia się w szamana.

Urok, a nie popelina,
To rozpadu grup przyczyna.

Kiedy układ stoi z czartem,
Koalicje diabła warte.
Choć starają się chłopaki,
Wynik zawsze byle jaki.

Przyczyn innych nie szukajmy,
Lecz urokom odpór dajmy.

Nie czas więc rządzących winić,
A po prostu sejm odczynić.
Trzeba maga lub znachora,
Polska polityka chora!

Czary mary czyńmy, kurna,
Odczyniając: urna, urna.

Copyright © 2006/2007 Krzysztof Turzański